nieslyszacy WCAG 2.0WCAG 2.0

Tematy

Śmierć odgrywała ważną rolę w kulturze polskiego baroku. Nie tylko kaznodzieje, ale także rzeźby, obrazy, wiersze - w tym także miłosne - napominały: pamiętaj o śmierci i dobrze się do niej przygotuj... Prawdziwy sarmata brał to sobie do serca; zawczasu przygotowywał nagrobek i trumienny konterfekt, a pogrzeby były wydarzeniem nie lada, oczywiście ze zmarłym w głównej roli.


To pierwsze tego typu rozwiązanie, które całkowicie zrewolucjonizuje identyfikację dzieł sztuki pochodzących z grabieży wojennych. Dzięki aplikacji możliwa będzie automatyczna identyfikacja obiektu jedynie na podstawie fotografii wykonanej za pomocą telefonu komórkowego.


Gesta Dei per Francos

Tytuł może być dziwaczny, bo pochodzący z czasu wypraw krzyżowych, jednakże na początku XVII wieku, podobnie jak podczas oblężenia Antiochii, Francuzów uratowała Opatrzność…

Jeden z moich znajomych napisał był w pewnym piśmie dobry tekst o misiach, np. Colargolu, Paddingtonie, etc., etc. Nic tedy nie stoi na przeszkodzie, abym napisał tekst o innych zabawkach – wywodząc naturalnie rzecz całą z malarstwa, najlepiej na płótnie albo na desce, np. topolowej lub jakiejś innej. Jest taki obraz Jeana-Baptiste’a Chardina, jednego z najwybitniejszych malarzy barokowych czasów (czyli w ogóle), wyobrażający chłopca magnetycznie wpatrzonego w bąka. Bąka-zabawkę, bo przecież tym, którzy wiedzą, nie jest tajne, że bąk to również ptak, i nie tylko. Obraz wydaje się jakoś niezwykle typowy dla Chardina, choć chłopak jest na oko ze zbyt dobrej rodziny, bo ma perukę i obszyty galonem surducik. Dużo lepsza byłaby młoda praczka. Ale jak tu praczce bawić się bąkiem? Łatwiej bawić się praczką. Dość wszakże o praczkach, choć to temat wciągający, bo podkasany.

No więc wydawało mi się, że to obraz nader Chardinowski, lecz dowiedziałem się (z pracy wydanej przez Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, pt. „Codzienność dawnej Francji”, ed. Armand Colin, red. Michael Figeac), iż obraz ten jest mocno zakorzeniony w niemal zamierzchłej (choć nie zapleśniałej) przeszłości. Otóż – co doskonale widać choćby na licznych przykładach z XVI wieku – alegoria dzieciństwa wyobrażała chłopca uruchamiającego bąka. Szczerze mówiąc – to oślepiająco prawdziwe, czyli, w mowie mówionej, genialne. Niektórzy znawcy przedmiotu twierdzą też, że bąk jest po francusku nie tylko „toupie”, ale i „sabot”, co stawia sprawę w odpowiednim świetle. Wiadomo nam bowiem, że największym w dziejach malarzem sabotów był Pieter Bruegel (ojciec), co wiąże się jak najściślej z dalszym tokiem mego znakomitego tekstu… Trzeba zwłaszcza podkreślić jego walor pedagogiczny, w czym idę po części za Johnem Lockiem (tak, to ten Locke), który w swym traktacie o edukacji przebąkiwał coś o roli zabawek, a zwłaszcza bąków w wychowaniu dziecięcia.

Jak się już zgadało o Brueglu, to bez wątpienia warto wspomnieć o jego „Zabawach dziecięcych” z 1560 czy o odpowiednich utworach Pietera Aertsena. Mam wrażenie, że włoska sztuka tego czasu nie zna takich tematów, wyjąwszy może obraz Domenica Ghirlandaia, przedstawiający złotowłosego chłopczyka zamierzającego właśnie pobawić się gruzłowatym nosem swego dziadka. No ale – jak to powiada pewien ruski pisaciel – nos, nosem. Zwłaszcza dlatego, że poza bąkami i nosami istniały również inne zabawki, co czasem doprowadzało do niemałego ambarasu, że wspomnę siedemnastowieczny spór między lalkarzami a bibelociarzami.

Naturalnym, bo też tworem natury, konkurentem bąka był konik na patyku: po francusku „dada”, co bez żądnych wątpliwości rzuca nowe światło na ten nurt sztuki nowoczesnej, który zwie się „dadaizmem”. Chodzi z pewnością o to, że artyści tego nurtu ciągle robią nas w konia albo usiłują wsadzić na patyk. A propos zawsze wydawało mi się, że wsadzanie na patyk (zwykle gruby) gęsto praktykowane w barokowych czasach (cf. sprawa Azji Tuhajbejowicza) to protoinstalacja, ale teraz wiem, że protodadaizm. Jest to niewątpliwy sukces zabawkarstwa, choć sukces dość błahy, bo tylko terminologiczny. Zabawkarstwo owych czasów miało wszakże i inne sukcesy, pośród których bardzo wysoko kładę fakt, że jakiegoś owocnego handlarza wpuszczono na dziedziniec pałacu w Saint-Germain, gdzie przebywał wtedy mały król Ludwik XIII. I temu handlarzowi udało się sprzedać królowi zabawkę, chyba była to mała karoca.

Te sensacyjne wieści płyną źródłem z książki nader fascynującej, bo z dziennika medycznego królewskiego lekarza Héroarda. Publikacja jego zapisków – grubo po „Trzech muszkieterach” Alexandre’a Dumasa (ojca) – ukazała wszem i wobec preferencje erotyczne król Ludwika, który (dość bez sensu) chciał przejść do potomności pod mianem „Sprawiedliwego”. Zwłaszcza szczegóły jego związku z markizem de Cinq-Mars są bardzo, że tak sobie bąknę, eksplozywne. Rzecz cała nie skończyła się zresztą zbyt dobrze, gdyż na szafocie, który zorganizował pięknemu młodzieńcowi kardynał Richelieu. Oczywiście miał też monarcha uczucia do kobiet, przy czym głównie było to uczucie zazdrości. Lecz chyba nie tylko: prześliczną pannę de Hautefort zaciągnął był kiedyś do niszy okiennej, wziął za ręce i uwodzicielsko poprosił – „ponudźmy się razem, moja panno, ponudźmy się”. A gdy dowiedział się, że urodził mu się syn skonstatował – „już wiem, kiedy to było”. Nota bene okoliczności były dość zabawne, albowiem monarcha w jednej ze swych podróży (pod wieloma względami dwór francuski mocno przypominał cygański tabor) zatrzymał się w jakimś opactwie, bo lało jak z cebra. Osobliwym zrządzeniem losu – lepiej powiedzieć Opatrzności, bo to był z pewnością jeden z cudów Domu Francuskiego, jedno z największych „gesta Dei per Francos” – w tymże opactwie zatrzymała się również podróżująca królowa Anna Austriaczka. I tak z nudów i z deszczu poprosił się na świat późniejszy Król Słońce.

A u mnie za oknami śnieg i ulica Marymoncka. Ale nie ma się czym przejmować, bo przecież będzie słońce i na naszej ulicy.

drukuj
Podziel się:
Wykop Facebook
koszulka_dejaniry_logo.jpg

W imię boże (artykuł)

Niektórzy mówią, że barok był prosty, inni zaś, że zawiły. W sumie diabli wiedzą. Dla pewności opowiedzmy więc pewną barokową …

koszulka_dejaniry_logo.jpg

Scena balkonowa (artykuł)

Nic na to nie poradzę, ale uwielbiam muzea, to dla mnie zawsze najciekawsza część miasta, bo też stosunkowo rzadko umiejscowione są na wsi. Nie znaczy, że tam ich w ogóle nie ma, ale zakładam się, że w Paryżu jest ich więcej niż we wsi Gruszczyn, którą (ze zmiennym szczęściem) zamieszkiwali moi zacni przodkowie.

koszulka_dejaniry_logo.jpg

Prawdziwy wandalizm (artykuł)

Wielu polskich kronikarzy od dawna uważało, że Polacy mają wandalskie korzenie. Ja tam nie chcę być Wandalem, ale wolna i przetarta droga.

koszulka_dejaniry_logo.jpg

Nos (artykuł)

Rzecz naturalna, że jakaś tam przygarść moich „barokowych” felietonów traktuje o Francji, gdyż kraj ten w pewnej chwili zrównuje się w barokowych konkurencjach z Włochami, a nawet zdaje się wysuwać na czoło.

koszulka_dejaniry_logo.jpg

Drużyna się nie zagina (artykuł)

Z okazji mistrzostw Europy w futbolu naród nasz prawowierny ogarnęła czasowa wariacja. Mnie też (...). Ułóżmy więc barokową reprezentację Polski.