UE
Unia Europejska
nieslyszacy WCAG 2.0

Tematy

To pierwsze tego typu rozwiązanie, które całkowicie zrewolucjonizuje identyfikację dzieł sztuki pochodzących z grabieży wojennych. Dzięki aplikacji możliwa będzie automatyczna identyfikacja obiektu jedynie na podstawie fotografii wykonanej za pomocą telefonu komórkowego.


Kiedy pójdziesz do swojego pałacu? – wolontariusze opowiadają o wolontariacie w Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Wilanowscy opowiadacze_Dzień Wolnej Sztuki 2015.jpg

Czasami są widoczni, choć nie zabiegają o to ani nie szukają poklasku. Wolontariusze, bo to o nich mowa, robią dla pałacu wiele dobrego. Pomagają przy konserwacji, tłumaczeniach i kwerendach. Jako wilanowscy opowiadacze bawią gości historiami. Troszczą się o ogrody. Wspierają organizację ważnych wydarzeń. Setki różnych działań, dziesiątki godzin, cała masa dobrej energii. Imponuje jednak nie tylko to, co robią, lecz także to, dlaczego się tego podejmują. Przypominają nam, że to zgoła naturalna potrzeba dbać o to, co wartościowe, piękne, wspólne.

Co może dać wolontariat i jaki widzą w nim sens, pytamy Ewę, Jolantę, Kasię, Karinę i Marcina.

Misja (nie)niemożliwa

Ewa, biolożka po Uniwersytecie Warszawskim, całe życie zawodowe pracowała w wydawnictwach (m.in. Wiedzy Powszechnej, WSiP, PWN), obecnie jest na emeryturze. Wolontariatem zainteresowała się podczas jednej z zagranicznych podróży.

– Podczas odwiedzin u córki, która na stałe mieszka w Anglii, zdarza mi się zwiedzać m.in. wspaniałe posiadłości ziemskie – opowiada Ewa. – Tymi rozległymi dobrami, bo to są nie tylko zamki czy pałace, ale też ziemia, hektary pól, parki, ogrody, zarządza tamtejszy fundusz o nazwie National Trust for Places of Historic Interest or Natural Beauty, na którego czele stoi książę Karol. Organizacja ta, zajmująca się ochroną zabytków i przyrody w Anglii, Walii i Irlandii Północnej, opiera swoją działalność w dużej mierze na pracy wolontariuszy. I wolontariusze, głównie starsze osoby, robią tam dosłownie wszystko: pilnują porządku, katalogują zbiory, utrzymują ogrody. Tam właśnie po raz pierwszy odkryłam, jaką skalę i rangę może mieć wolontariat. I że ci ludzie są autentycznie dumni z faktu, że pielęgnują narodowe dziedzictwo. Bardzo mi to zaimponowało.

Wolontariusze ogrodowi3, fot. Monika Klimowicz.jpg

Co skłoniło mnie do podjęcia wolontariatu w pałacu w Wilanowie? Chęć robienia czegoś fajnego, żeby było ciut odmienne od tego, co robiłam zawodowo, ale jednak niezbyt odległe. Bo przecież trzeba robić to, na czym się odrobinę chociaż człowiek zna. Zdecydowała też uroda tego miejsca.

Dla muzealnego działu edukacji Ewa opracowywała ciekawostki o ziołach i innych roślinach, które były wykorzystywane w XVII i XVIII wieku w celach leczniczych, ale nie tylko, bo np. spożywczych lub kosmetycznych. Pracowała również w pałacowym punkcie info. 

Marcin, z zawodu poligraf, z doświadczeniem w branży reklamowej, zdecydował się na wolontariat w chwili ważnego życiowego przełomu. Zmieniał pracę, mieszkanie, oczekiwał przyjścia na świat pierwszego dziecka. Pytany, po co mu wtedy dodatkowe obowiązki w takim natłoku spraw, odpowiada z uśmiechem:

– To prawda, nie cierpiałem z powodu nadmiaru czasu... – i wyjaśnia: – Gdy jeszcze współpracowałem z pałacowym działem obsługi publiczności, miałem okazję podpatrywać edukatorów i przewodników przy pracy. Zachwyciło mnie to, co robią, i zaintrygowała historia czasów króla Jana III. Zapragnąłem znaleźć się choć na chwilę na ich miejscu. Gdy moja aplikacja

do wolontariatu została przyjęta, bardzo się ucieszyłem, ale też myśl o tym, że nie dam rady, wracała. Co mnie więc napędzało? Chyba wewnętrzna potrzeba sprawdzenia się w całkiem nowej roli – roli wilanowskiego opowiadacza, udowodnienia, że potrafię robić coś zupełnie innego niż dotychczas.  I ta potrzeba okazała się ważna, silniejsza nawet niż zmęczenie. Udało mi się przejść kwalifikację i zostałem opowiadaczem.

Kasia jest w trakcie archeologii na UW i mechatroniki na WAT, ukończyła szkołę fotografii. Rozwijała też swoje muzyczne pasje: ćwiczyła wokal, brała lekcje fortepianu. Wśród wolontariuszy miała opinię nieustraszonej. Dlaczego? Bo niestraszne jej były najbardziej żmudne i nudne zajęcia, których oczywiście w pracy muzeum instytucji jest multum. Więcej nawet: ona się do nich sama zgłaszała! Kasia więc niezmordowanie i skrupulatnie kserowała, skanowała, spinała, robiła tabelki w Excelu, pomagała w przygotowywaniu materiałów do zajęć edukacyjnych. Oprócz tego robiła świetne zdjęcia z pałacowych imprez, wspierała organizację konferencji.

Czy to dlatego że jest bardzo cierpliwą osobą, czy może pracuje nad cierpliwością? – Mam sporo zainteresowań i to raczej różnorodnych, to, co tutaj robię, pomaga przy tych innych rzeczach – mówi Kasia tajemniczo. – A cierpliwość, owszem, ćwiczę – dodaje. -– Gdy patrzę parę lat wstecz, widzę, że miałam jej mniej niż teraz.

Jakie to zainteresowania? – Od 10 lat trenuję szermierkę, praktykuję też różne style walki z bronią, mam brązowy pas w karate. Oprócz sztuk walk kocham oczywiście sztukę i muzykę – śmieje się Kasia. – Zresztą te dziedziny nie są wcale tak od siebie odległe. Mój trener od karate jest konserwatorem sztuki z wykształcenia, tam jest takie artystyczne towarzystwo. Poza tym dzięki temu, że w Wilanowie było dużo różnych rzeczy do roboty, nie było monotonnie. Ja bardzo nie lubię monotonii. No i potrzebuję też mieć poczucie, że nabywam jakieś praktyczne umiejętności, które mogą mi się przydać w przyszłości.

Królewskie czasy

Jolanta, emerytowana nauczycielka angielskiego, powróciła do wolontariatu w Wilanowie po przerwie. Co ją tu przyciąga?

– Chyba najbardziej to, że mogę robić to, co lubię – wyjaśnia Jolanta. – A lubię się uczyć, zwłaszcza historii, uwielbiam malarstwo. Lubię też przekazywać wiedzę i korzystać z jakichś swoich zasobów pedagogicznych. Czuję się tu bardzo dobrze też za sprawą ciepłych relacji w zespole, tego, że moja praca była i przez koordynatorów wolontariatu, i przez gości muzeum doceniana. Jestem warszawianką, ale można powiedzieć, że jako wolontariuszka odkryłam pałac na nowo. Traktuję już to miejsce jako trochę moje.

Spośród różnych form uczestnictwa w wolontariacie Jolanta wybrała grupę wilanowskich opowiadaczy, udzielała się w niej m.in. podczas wydarzeń specjalnych, jak Dzień Wolnej Sztuki czy Noc Muzeów.

– Będąc w takiej scenerii i opowiadając o niej gościom, niemal przenoszę się w środek wielkiej historii, w królewskie czasy. Czerpię z tego ogromną przyjemność. Im więcej też wiem, tym bliżsi stają mi się mieszkańcy pałacu. Czasem na swoje zwykłe dyżury w soboty czy w niedziele zabierałam jedno ze swoich wnucząt (mam ich troje), i one, nawet najmłodszy czteroletni wtedy Kosma, dzielnie wytrzymywały ze mną te 2–3 godziny. Oczywiście na koniec w nagrodę szliśmy do Królewskiej Cukierni. To, co zajmowało babcię, je też zaczęło interesować. Niespieszno im było w ogóle wychodzić z pałacu! Każde z moich wnucząt już tu było po kilka razy, i jedno drugiemu już zaczęło opowiadać – wyznaje Jolanta.

Karina po studiach z psychologii zawodowo związała się z biznesem, przez ostatnie lata pracowała jako szef zespołu handlowego, rozdzielała zadania, motywowała, oceniała. Decyzja o wolontariacie była świadomym wkroczeniem w inną rzeczywistość.

– W Muzeum Pałacu Króla Jana III podejmowałam różne prace – opowiada Karina. – Jednak zadanie, z którym się najbardziej identyfikuję, to opowiadanie. Swoich manualnych zdolności bym nie przeceniała – mówi z błyskiem w oku – zanim wytnę do końca pięć rzeczy, to już mnie nosi, bobym konferencję w tym czasie zorganizowała albo wykonała ze 30 telefonów. W opowiadaniu zdecydowanie czuję się najlepiej. Co nie znaczy, że występowanie przed gośćmi pałacu przychodzi mi bez trudu. Może nie sprawiam takiego wrażenia, ale jestem nieśmiałym człowiekiem. Kiedy jednak idę opowiadać, wchodzę w rolę i wykonuję zadanie. Rola wilanowskiego opowiadacza dała mi możliwość obcowania z prawdziwą historią, dziełami sztuki i sposobność uczenia się. A to mnie tutaj w gruncie rzeczy przywiodło. Bycie wolontariuszem jest dobrym motywatorem: żeby pogłębić wiedzę w interesującej nas dziedzinie, zdobyć nową umiejętność. Wolontariat zainspirował mnie do wielu nowych działań: zrobiłam kurs przewodnicki, rozpoczęłam dzienne studia na ekonomii na UW... Teraz to jest też mój pałac. Nauczyło mnie też tego moje kilkuletnie dziecko, które jak wychodziłam z domu, pytało: idziesz do swojego pałacu?

Każdemu według potrzeb

Ewa, Jolanta, Kasia, Marcin i Karina – wszyscy jak jeden mąż – zapewniają, że wolontariat przyniósł im wiele zadowolenia. Czego potrzebują w zamian za swój trud i zaangażowanie? Czego potrzebują, by ich satysfakcja czy entuzjazm nie słabły?

Oczywiście potrzeby i oczekiwania każdej z osób są i będą inne, jednak odpowiedzi naszych bohaterów, choć ubrane w różne słowa, są zgodne co do sedna. Po pierwsze, umożliwienie pogłębienia wiedzy w interesującej ich dziedzinie, bo jak to ujmuje Marcin, dokształcenie jest zawsze szansą. Po drugie, docenienie – poczucie, że to konkretne działanie jest dla beneficjenta cenne. Po trzecie, budowanie dobrych relacji. 

Jolanta: Jestem przepełniona optymizmem i radością, gdy moje wysiłki nie idą na marne. Gdy słyszę słowa podziękowania i prośby o więcej.  

Ewa: Jako wolontariusz biorę poczucie przynależności do grupy osób, które mają podobny system wartości, potrzebuję zaś przekonania, że moja praca na coś się przydaje, dobrej atmosfery i miłego towarzystwa.

– Najważniejsze są relacje – potwierdza Kasia z osobami, dla których wykonujesz pracę, i z koordynatorami wolontariatu. Pewna sytuacja szczególnie zapadła mi w pamięć. To był początek mojej przygody tutaj. Stałam pod pałacem na dziedzińcu, gdy podszedł do mnie pan Janusz w swoim stroju z epoki i zaczął mówić, że słońce bardzo ładnie pada na pałac, że niesamowicie kontrastują z tym ciemne chmury – tu je wskazał... Może to nic wielkiego, ale mnie to ujęło. Że podszedł i zagadnął tak przyjacielsko i uprzejmie, tak właśnie jak do swojego, do obcej osoby. Ja miałam wprawdzie identyfikator wolontariusza, ale byłam nowa i z zewnątrz. Potem wiele razy dużo osób zachowywało się podobnie, i to było takie miłe, uprzejme.

Wolontariusz to właśnie ja

Propagują ideę wolontariatu w swoich środowiskach i społecznościach.  

Karina: W środowisku biznesowym, z którego się wywodzę, praca za free nie spotyka się ze zrozumieniem. Ja z takim podejściem dyskutuję, bo uważam, że zasada nieodpłatności jest wielką siłą wolontariatu. Uwalnia to, co robimy, od rynkowej miary, presji. Nasze działania, właśnie dzięki temu, że się ich finansowo nie wycenia, zaczynają mieć inną wartość w innych sferach. Nie oceniamy ich już w kategoriach opłacalne – nieopłacalne, pojawia się w to miejsce inny ich aspekt: czy to pożyteczne, potrzebne, rozwijające, przynoszące radość itp.

Ewa: Kiedy ktoś ze znajomych pyta mnie, jakby się upewniając: to nic nie dostajesz, mówię, że dostaję: mogę przyjść na koncert, zwiedzić sobie pałac, wziąć udział w warsztacie. W moim środowisku jest akurat akceptacja dla takiej aktywności jak wolontariat. Jak wśród koleżanek i kolegów mówię, że jestem wolontariuszką w pałacu w Wilanowie, słyszę: łał, ty to masz szczęście... Niestety z podziwem nie idzie w parze chęć podobnego działania: no bo „daleko do szosy”, „bo moje dzieci”, choć one dawno są dorosłe.  Dlatego namawiam: przezwyciężajmy te rzeczywiste i urojone przeszkody, twórzmy nową tradycję.

Marcin: Praca społeczna to praca wśród ludzi, w kontakcie z innymi. A jak najlepiej się uczymy, jeśli nie od siebie nawzajem? Wolontariat stwarza ku temu szansę. Moja żona też z początku była sceptyczna, uważała, że inaczej powinienem spożytkować wolny czas. Ale gdy przyjechała do pałacu i posłuchała, jak opowiadam, zmieniła zdanie.

Jolanta: Zachęcam znajomych, by szli za moim przykładem. Trochę żartuję, że kopanie własnego ogródka nie musi być jedyną, a na pewno nie największą przyjemnością, jaka nas jeszcze czeka w życiu.

Opracowała: Anna Malanowska

drukuj
Podziel się:
Wykop Facebook
wolontariat.jpg

Wolontariat w Muzeum Pałacu w Wilanowie (artykuł)

Serdecznie zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby zostać wolontariuszami w Muzeum Pałacu w Wilanowie.

wolontariat.jpg

Dzień Wolontariusza w Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie (aktualność)

Z okazji Międzynarodowego Dnia Wolontariusza zapraszamy wszystkich obecnych i byłych wolontariuszy, a także osoby, które chciałyby rozpocząć taką współpracę z Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, na spotkanie przy herbacie, aby wspólnie porozmawiać o podejmowanych przez nas inicjatywach.

Impact Day_Maskowanie nieudostępnionych ścieżek. fot. J. Dobrzańska.JPG

Discover Your Impact Day – dzień wolontariatu pracowniczego (artykuł)

12 czerwca 2015 r. mieliśmy przyjemność gościć wolontariuszy z telewizji Discovery, którzy w ramach organizowanego co roku dnia wolontariatu pracowniczego Discover Your Impact Day przyjechali do nas, by wspólnie działać na rzecz ochrony przyrody. Zobacz, co udało nam się razem zrobić!