© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Kolekcja   Kolekcja   |   31.08.2016

Arcyksiążę Johann Georg III von Sachsen – portret na tle bitwy pod Wiedniem w 1683 roku

  • Grafika
  • Jeremias Kilian (rytował), Samuel Bottschild (malował)
  • Augsburg, Niemcy
  • ok. 1692
  • miedzioryt, papier
  • 43,0 x 29,5 cm
  • Wil.6224

Napis pod grafiką: Der Durchlauchtigste Fürst und Herr | Herr Johann George der Dritte | Hertzog zu Sachsen, Jülich, Cleve und Berg, auch Engern und Westphalen des Heiligen Rö |mischen Reichs Erßmarschall und Churfürst, Landgraf in Thüringen, Marggraf zu Mei | ßen, auch Ober: und Niederlausiß Burggraf zu Magdeburg, Gefürsteter Graf zu Henneberg, | Graf zu der Marct, Ravensberg und Barby, Herr zu Ravenstein.

Prezentowane na grafice popiersie w owalu ukazuje zamyślonego mężczyznę w średnim wieku, o pulchnych policzkach, podwójnym podbródku i przyciętym na szerokość drobnych ust wąsiku. Ubrany w płytową zbroję przepasaną szarfą niewidocznego orderu oraz w płaszcz spięty na prawym ramieniu broszą w kształcie trapezu. Ozdobą stroju jest kunsztownie zawiązana pod szyją potrójna kokarda oraz koronkowy żabot. Podobizna okolona jest herbowymi tarczkami oddzielonymi, każda z osobna, motywem roślinnym, a sam owal zawieszony jest na tle materii podtrzymywanej przez dwie uskrzydlone kobiety – Famy. Pierwsza z nich – dmąca w trąbę – dzierży wysoko wieniec laurowy, druga nieco niżej – wąską obręcz. W prawym dolnym rogu widać wysypujące się z rogu obfitości owoce południowe i kłosy zbóż, w lewym – nadciągające pod mury Wiednia wojska tureckie. Na tle panoramy miasta góruje nieproporcjonalnie wysoka wieża kościoła zwieńczona wielkim krzyżem, obok której napisane jest słowo: Wien.

Portret pochodzi z wydanego ok. 1692 roku w Dreźnie kazania na okoliczność śmierci elektora saskiego. Artysta, przedstawiając zmarłego, podkreślił jego zalety jako utalentowanego dowódcy, a spośród wielu zwycięskich bitew wybrał odsiecz wiedeńską, podczas której – jak zanotował Philippe Dupont w swych pamiętnikach – chciał podzielić niebezpieczeństwa, jak i chwałę. Co warto podkreślić, żądny sławy arcyksiążę poparł katolickiego cesarza Leopolda, choć był wyznania protestanckiego, a wystawiana przez niego armia, licząca 10 400 żołnierzy, mocno obciążyła budżet Saksonii. Współpraca elektora saskiego z polskim władcą układała się harmonijnie; zrazu elektorowie [saski i brandenburski] – pisał król do żony – byli przecię z nami niby obcy; teraz jakeśmy się to poczęli zbliżać się ku nieprzyjacielowi, niepodobna wyrazić, jakie mam z nich ukontentowanie. Za chwilę zaś dodaje: Saski poczciwy człowiek, w którego sercu nie masz zdrady. Spadł onegday nieboraczeńko z konia i podrapał sobie twarz.

Kampania wiedeńska nie przyniosła jednak Wettynowi – prócz chwały – wymiernych korzyści. Mimo olbrzymich zasług na polu bitwy po trzech dniach pośpiesznie opuścił Wiedeń, rozczarowany decyzją cesarza Leopolda o mianowaniu po zwycięstwie generałem piechoty gubernatora Wiednia zamiast jego krewnego.

Dlaczego więc artysta upamiętnił udział elektora właśnie w bitwie pod Wiedniem? Być może czas, jaki upłynął od czasu jej rozegrania do śmierci  Johanna Georga III (8 lat) pokazał, że odsiecz wiedeńska okazała się dużym sukcesem propagandowym. Podkreślała też wkład protestanckiego arcyksięcia w uratowanie chrześcijańskiej wiary w Europie, co dla człowieka udającego się w zaświaty mogło być niewątpliwym atutem.

Nazywany przez rodaków Marsem Saksońskim, w oczach kronikarzy polskich nie cieszył się estymą. Prócz zapisków Sobieskiego na uwagę zasługują również wzmianki w notatkach Adama Polanowskiego, który tak relacjonował jedną z wizyt Wettyna u polskiego monarchy: Książę elektor saski [zjawił się u króla] w prostej czerwonej sukni, szarfą karmazynową z franzlą prostą przepasany, wzrostu średniego, twarzy dosyć dobrej, brodą staroniemieckim obyczajem, na pozór dosyć simplex, a, co najdziwniejsza, żadnym językiem, oprócz niemieckiego, nie mówiący, tym zaś także nie wiele i nie bystro … Za to do napoju i kubka bardzo pilny. W innym miejscu zaś dodaje: […] ciągle w swej czerwonej przepłowiałej sukni, obok naszego pana objeżdżał wojska, niby ze dworu jego ktoś, niepodobny wcale do panującego….

Nie przysporzyło też arcyksięciu popularności wstąpienie na tron polski jego syna, Augusta II Sasa. W jednym z tekstów o tym władcy, jaki ukazał się w 1928 roku miesięczniku „Rodzina Polska”, jego autor – historyk i monarchista Kazimierz Marian Morawski, tak opisuje ojca polskiego króla: Jan Jerzy III, towarzysz naszego Jana III z wiedeńskiej wyprawy, podobnie jak syn – bez wielkich skrupułów moralnych, setnym był pijakiem, wyróżniającym się nawet w gronie przodujących przy kielichach innych Niemcom Sasów. Przekazał on Augustowi – obok smutnego nałogu i wojennych laurów Odsieczy – temperament krewki, rozmiłowany w blasku wojennym i zbytku.

Czy ta surowa ocena wystawiona przez współczesnych i potomnych polskich kronikarzy jest sprawiedliwa? Wspomniane już kazanie wychwalające życie i zasługi zmarłego liczy sobie… 204 strony.

Oprac. Magdalena Kulpa