© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Ad Villam Novam   Ad Villam Novam   |   29.12.2017

Dole i niedole starego sługi Sobieskich

Wiele osób, m.in. Atanazy Miączyński, Marek Matczyński czy Stanisław Antoni Szczuka, związało swój los z pnącym się po szczeblach kariery Janem Sobieskim. Nie pochodzili oni z wielkich rodów, byli jego towarzyszami w obozach wojskowych i na polach bitew, wspierali go na sejmikach i sejmach. Jan III nie zapomniał o nich, gdy zasiadł na tronie. Potrzebował zaufanych przyjaciół na najważniejszych urzędach w kraju.

Król potrzebował też całej rzeszy oddanych mu sług niższego szczebla. Zarówno tych do zarządzania jego majątkiem, jak i tych do wykonywania najróżniejszych zadań i misji. W źródłach spotykamy wiele takich postaci. Można wśród nich wymienić: Andrzeja Wolskiego, pisarza prowentowego żółkiewskiego; Aleksandra Erazma Kazimierza Orchowskiego, wojskiego lwowskiego, administratora żółkiewskiego; Jana Lamprechta, spolonizowanego Francuza, wieloletniego zarządcę dóbr królewskich; Jakuba Becalę, Żyda, finansistę królewskiego, czy Jana Kazimierza Müllera, zarządcę majątków króla i królewiczów. Wielu z nich przeżyło swego dobrodzieja i służyło później synom Jana III lub wdowie Marii Kazimierze. Oprócz nich na kartach zachowanych dokumentów pojawiają się nazwiska innych osób będących na usługach rodu. O niektórych wiemy, że służąc Sobieskim, potrafili sobie i swoim rodzinom zapewnić dostatni byt. Byli jednak i tacy, którym się to nie udało i zbliżając się do końca swego żywota, zmuszeni byli dopraszać się łaski pańskiej.

Jednym z takich starych sług był Franciszek Strzelecki. Nie dysponujemy licznymi źródłami do jego biografii. Najwięcej wiadomości dostarcza nam jego suplika do królewicza Aleksandra [NGAB, F. 694, op. 4, nr 996, k. 195–196v]. Do napisania tego listu zasiadł Strzelecki w Wiedniu, w dniu 6 listopada 1710 r. Był w tak trudnej sytuacji, że Nie inkaustem, ale prawie krwawemi łzami tę moię nayniszsą do WKMsci Pana y Dobrodzieia Mego Młwego piszę suplikę. Zaznaczył, że jest już starym człowiekiem, który blisko pięćdziesiąt lat nieustannie służy Sobieskim. Przypuszczać można, że Strzelecki miał pewne rozeznanie w sprawach dotyczących Austrii. Trudno powiedzieć, kiedy i w jakich okolicznościach nabył tę wiedzę. Może w czasie wyprawy Jana III pod Wiedeń? Może później? Na początku 1688 r., gdy Jan III zapadł na zdrowiu, przypomniano sobie na królewskim dworze o medyku mieszkającym w pobliżu Wiednia, o którego zadziwiających umiejętnościach Strzelecki opowiadał i pisał m.in.: memi oczyma widziałem wielkie experimenta tego człowieka. Jednocześnie wyraził gotowość natychmiastowego udania się do niego i ściągnięcia go do Polski [Franciszek Strzelecki do Adama Sarnowskiego, prepozyta łęczyckiego, kanonika warszawskiego, sekretarza JKM, Kraków 11 I 1688, AGAD, AR, dz. V, nr 15268, s. 1–2]. Nie wiemy, czy Strzelecki ruszył w drogę. Przez prawie rok nic o nim nie słyszymy. Pojawił się ponownie pod koniec 1688 r., gdy nadzorował sprawę wysłania z polecenia Jana III do Żółkwi trzech puszkarzy, którzy mieli tam do „puszkarskiego fachu” przyuczać czterech wybranych chłopców. Natomiast rok później miał dopilnować prac ogrodnika w królewskim ogrodzie w Złoczowie [dwa listy Franciszka Strzeleckiego w AGAD, AR, dz. V, nr 15268, s. 3–8]. Wydawać by się mogło, że taki przeskok z zadania wręcz międzynarodowego do pilnowania puszkarzy i ogrodnika świadczył o jakiejś degradacji Strzeleckiego. Nic podobnego. Należał on do tego rzędu sług, którym w zależności od aktualnie wynikłych potrzeb powierzano najróżniejsze zadania.

Pozycja Strzeleckiego zaczęła się wzmacniać w ostatnich latach życia Jana III. Badająca dzieje latyfundium Jana Sobieskiego Magdalena Ujma podaje, że Strzelecki był pisarzem generalnym królewskich dochodów. [M. Ujma, Latyfundium Jana Sobieskiego 1652–1696, Opole 2005, s. 69]. Autorka nie precyzuje jednak, w jakim okresie piastował tę funkcję. Nie używał on tej godności w listach z lat 1688–1689, otrzymał ją więc zapewne później. Król, powierzając mu nadzór nad swoimi dochodami, musiał nabrać do niego szczególnego zaufania. Sam Strzelecki wiązał się coraz silniej z Sobieskimi, z dość niejasnej narracji w liście z 1710 r. wnioskować można, że także finansowo. Możliwe, że pożyczył Sobieskim pieniądze. Dobre czasy przerwała nagle choroba i śmierć króla. Wyrządziła ona Strzeleckiemu szkody na kilkanaście tysięcy złotych. Na dworze wiedziano o należnych mu sumach. On sam dokładał starań, aby o nich nie zapomniano. Rozmawiał o tym z Marią Kazimierą w klasztorze sakramentek, a także podczas spotkania z nią w Marywilu. Za każdym razem Strzelecki otrzymywał zapewnienie łaski królowej i obietnicę oddania pieniędzy. I na tym się kończyło, pieniędzy nigdy nie ujrzał. Królowa i jej synowie byli w tym czasie pochłonięci innymi sprawami, a ich potrzeby finansowe w związku z przystąpieniem do walki o koronę dla Jakuba wzrosły tak niebotycznie, że nikt z rodu ani myślał zaprzątać sobie głowy należnościami dla jednego z licznych sług, z których nie tylko Strzelecki natarczywie dobijał się o zwrot pożyczek.

Nasz bohater poniósł bolesne straty. Nie pozostało mu nic innego, jak się z nimi pogodzić. Czasy były niepewne, w kraju narastała zawierucha, a on potrzebował posady. Zaczął więc zabiegać o nią u królewicza Jakuba, prosząc o poparcie ze strony jego dwóch młodszych braci. Został przyjęty prawdopodobnie w 1701 albo w 1702 r.

Dla Strzeleckiego rozpoczął się wówczas chyba najbardziej intensywny czas w służbie Sobieskich. Wraz z wejściem w granice Rzeczypospolitej wojsk Karola XII zostali oni ponownie wciągnięci w wir wielkiej polityki. Przynajmniej wydawało im się, że stają się jej podmiotem, z widokami na uzyskanie korony z łaski króla szwedzkiego. Najbardziej liczył na nią Jakub. Z listami do Karola XII często wyprawiał Strzeleckiego, który koszty takich poselstw musiał pokrywać z własnej kieszeni.

Z kolejną kosztowną misją w interesach Jakuba udał się Strzelecki do Rzymu. Tam dotarła do niego wiadomość, która w jednej chwili zrujnowała jego nadzieje wiązane z Sobieskimi – Jakub i Konstanty zostali uwięzieni przez Augusta II.

Maria Kazimiera starała się nawiązać kontakt z synami i jakoś umilić im czas przymusowego odosobnienia. Namówiła Strzeleckiego na wyprawę do królewiczów z przesyłką od niej. Ruszył w drogę, ale pomimo paszportów cesarskich został uwięziony w Klagenfurcie [zob. A. Skrzypietz, Królewscy synowie – Jakub, Aleksander i Konstanty Sobiescy, Katowice 2011, s. 435]. W suplice pisał, że „przysłużył” mu się tak August II. W areszcie spędził ponad dwa lata, później wspominał to: straciłem na kilka tysiency Rynskich, a nawet y żonę która z żalu widząc mnie iako łotra prowadzonego, paralisi tacta potym umarła. Areszt opuścił, podobnie jak Jakub i Konstanty saskie więzienie, na skutek klęski Augusta II i zawartego we wrześniu 1706 r. pokoju w Altranstädt pomiędzy elektorem saskim a Karolem XII. Ponownie z wielką energią zaangażował się w sprawy królewiczów. Król szwedzki stał wówczas u szczytu swojego powodzenia. I chociaż na tronie polskim posadził Stanisława Leszczyńskiego, to i tak Sobiescy mogli liczyć na większe wpływy w Rzeczypospolitej rządzonej przez niego niż skłóconego z nimi Wettyna. Z rangą Sobieskich związana była pozycja licznych ich sług. Ewentualny sukces rodu oznaczał i dla nich większe możliwości kariery urzędniczej i majątkowej. Przypuszczalnie także Strzelecki, niezłamany więzieniem i rodzinnymi nieszczęściami, żył tymi nadziejami. Ruszył więc w kolejne poselstwa w sprawach królewiczów. Najpierw pojechał do Düsseldorfu, na dwór elektora neuburskiego Jana Wilhelma Wittelsbacha. Na potrzeby poselstwa do króla pruskiego musiał ponownie wyłożyć znaczne sumy ze swojej szkatuły. Jak jednak przyznawał, wszystko w sprawach królewicza Jakuba udało mu się tam z sukcesem załatwić.

Na rok przed powstaniem supliki Strzelecki dostał polecenie udania się do Wiednia na dwór cesarski. Zaopatrzony został w instrukcję, w której królewicz Jakub wyłożył, co Strzelecki miał załatwić w jego sprawach. A było ich wiele, zwłaszcza że ze strony śląskich urzędników cesarskich, a także w samym Wiedniu, wzrastała niechęć do rządów Jakuba w Oławie. Z pracy na dworze wiedeńskim Strzelecki wystawił sobie notę pozytywną. Przyznawał jednak, że w rozmowach z ministrami nie udało mu się wszystkiego załatwić: że zaś nie wszystko ad mentem Pana Naszego sprawić się mogło non mea culpa, bo ia tu nie z ordynansem, ale z prośbą przyjechał. Na dworze cesarza Józefa I Habsburga nie zamierzano przychylić się do próśb Jakuba, tym bardziej że zasadniczo zmieniła się na jego niekorzyść sytuacja polityczna. Karol XII został rozgromiony przez cara Piotra I pod Połtawą, uciekł bez armii do Turcji, a słabe wojska szwedzkie w Polsce wycofywały się w stronę Pomorza. August II przywracał swoje rządy w Rzeczypospolitej, a pozbawiony oparcia Jakub zabiegał w Wiedniu o gwarancję dla swojego stanu posiadania w Oławie, zgodnie z układem małżeńskim z 1691 r. Gdy rozwiały się nadzieje na szybkie załatwienie sprawy, królewicz naciskał, aby jego wysłannik nie przestawał w podejmowaniu starań. Tym sposobem Strzelecki spędził prawie rok w Wiedniu bez środków: a na to nie dano mi tyle, żebym od powozu y od gospody mógł zapłacić. Musiałem de proprio żyć, y wszystkie expensa poczt, kancellaryi etc. własnemi płacić pieniędzmi. Strzelecki narzekał, ale wciąż sięgał do swojej szkatuły. Gdy zaczęło pokazywać się w niej dno, po raz kolejny, ale już ostrzej, upomniał się w Oławie o pieniądze. Nie przypuszczał, że wywoła to prawdziwą burzę ze strony Jakuba: Odpisano mi, że pieniędzy niemasz, a tu w Wiedniu tego nie rozumieją. Gdym zaś pisał, że odjadę infectis rebus, nie maiąc o czym subsistere, hałas, bić, zabić, żebym się nie pokazywał na oczy, iezeli to uczynię. Z obawy przed gniewem Jakuba Strzelecki pozostał w Wiedniu. Nie mając pieniędzy, zaczął wyprzedawać swoje srebra i zwyczajnie się zadłużać, aby finansować swój dalszy pobyt nad Dunajem.

Niedługo po tych wydarzeniach Strzelecki został wezwany do Oławy. Jechał tam z nadzieją, że zostaną mu zwrócone wszystkie wydatki, a ponadto otrzyma należne wynagrodzenie za swoją służbę. O tym, co zaszło w Oławie wspomniał bardzo oględnie. Zamiast podziękowania czekały tam na niego oskarżenia. Trafił do aresztu, z którego w nocy udało mu się wymknąć i wyjechać do Wrocławia, obawiaiac się z niełaski Pana Naszego iakiey konfuzyei, którą mi z rozskazu Pana Naszego deklarowano.

Jakiś czas później do Wrocławia zawitał Jakub. Korzystając z okazji, Strzelecki uprosił bliskiego królewiczowi Władysława Ponińskiego, referendarza koronnego, o wstawiennictwo. Jakub miał odpowiedzieć, że żadnego gniewu nie żywi i że zawsze cenił usługi Strzeleckiego. Kazał także, aby Strzelecki spisał swoje pretensje finansowe, co ten uczynił. Królewicz zapowiedział, że da mu na piśmie asekurację na wyliczoną sumę, od której miał co miesiąc z dochodów królewicza pobierać sobie prowizję. Jak się wkrótce okazało, były to tylko płonne obietnice. Strzelecki nigdy nie zobaczył tej asekuracji, choć o wydanie jej nieustannie dopominał się u Jakuba, zostając na Bruku w Wrocławiu przez miesięcy osm, do ostatka się zastawiając. W końcu zrezygnowany, mając jednak nadal poczucie obowiązku służenia u królewicza, ruszył w drogę do Wiednia, starając się o iaką służbę, ażebym gdzie pod płotem in miseriae nie umarł.

Do stolicy cesarstwa przybył kompletnie zdruzgotany. Finansowo był prawdopodobnie bliski ruiny. Rozwiały się wszelkie nadzieje, jakie pokładał w Sobieskich. Co więcej, ze strony najstarszego z nich doczekał się niełaski, oskarżeń i niechęci do zwrotu wyłożonych pieniędzy. Zasiadłszy do pisania supliki, przypomniał swoje usługi i poświęcenie w służbie Jana III i jego synów, zwłaszcza Jakuba. Nie oczekiwał już niczego, tylko po raz kolejny dopominał się o obiecaną sobie asekurację na zwrot wyłożonych z własnej szkatuły w interesach Jakuba kwot i wynagrodzenie za służbę. Z żalem dodawał, że gdy jedni na służbie królewicza doczekali się nadań wsi wraz z lokowanymi na nich sumami, a inni byli obdarowywani pieniędzmi, on nie może się doprosić zwrotu należnych mu pieniędzy. Wzburzył się, gdy się dowiedział od referendarza koronnego, że Jakub polecał go do służby swoim młodszym braciom. Dziękował za tę łaskę, ale chyba odebrał ją jako chęć pozbycia się jego osoby i pretensji. Prosił, aby królewiczowi przekazać, by przed jej wyświadczeniem, Jakub dał mu to, co obiecał, czyli gwarancję zwrotu pieniędzy na piśmie. Na koniec apelował do królewicza: Uważ swym Panskim Wysokim rozsądkiem, iako wielką cierpię krzywdę. Bo lokaia, y to najlichszego sługi źle zasłużonego odegnać się nie godzi, nie zapłaciwszy mu, a ia mizerny człowiek tak wiele lat życzliwie służąc, krwawą własną fortunę oraz y życie dla usługi Pana Naszego azarduiąc, takową odbieram recompense.

Na tym kończy się relacja Strzeleckiego. Możemy podejrzewać, że została ona przez niego ubarwiona. Wysyłał ją jednak na dwór królewicza, gdzie łatwo było ją zweryfikować. Nie ma więc powodów, aby jej nie wierzyć. Pozostaje pytanie o powody, dla których Strzelecki kończył jako bankrut, podczas gdy wielu innych na służbie Sobieskich zapewniło sobie w miarę dostatni byt. Być może odpowiedź leży w rodzaju pełnionej służby. Zazwyczaj spotykamy w niej zarządców konkretnych dóbr, którzy niejednokrotnie administrowali nimi kilka lat, a w niektórych przypadkach i parę dziesięcioleci. Wypełniając zadania związane ze służbą rodzinie królewskiej, starali się także pomnażać swój majątek. Jednym ze sposobów było pożyczanie Sobieskim zarobionych pieniędzy pod zastaw ich dóbr. Podobną praktykę stosowali także ci, których służba nie polegała na bezpośrednim zarządzaniu majątkami ziemskimi. Jednak, gdy nadarzała się okazja, brali je w zastaw, gospodarowanie zlecając wybranym przez siebie zarządcom. W sytuacji, gdy właściciel nie był w stanie oddać pożyczonej sumy, w ręku wierzyciela zawsze pozostawał majątek i płynący z niego dochód. Nic nie słychać, aby w ten sposób postępował Strzelecki. Pozostawał w ciągłym ruchu, jeździł w sprawach króla Jana III, a później Jakuba. Jego majątek stanowiła brzęcząca moneta z należnych mu zasług. Nieustannie nią obracał, pożyczając zapewne na procent królowi, później jego synom i wiążąc tym samym z nimi swój los. Do czasu, aż pewnego dnia, na skutek zmiany ogólnej sytuacji politycznej, rozwianych nadziei Sobieskich i utraty łaski Jakuba, jego zasoby finansowe przepadły. Sobiescy wycofali się do swoich dóbr, Strzeleckiemu zaś, który o posiadanie ich wcześniej nie zadbał, pozostało żebranie o łaskę w obawie, ażebym gdzie pod płotem in miseriae nie umarł.

Literatura:
Suplika Franciszka Strzeleckiego do Aleksandra Sobieskiego, NGAB, F. 694, op. 4, nr 996, k. 195–196v.
Franciszek Strzelecki do Adama Sarnowskiego, prepozyta łęczyckiego, kanonika warszawskiego, sekretarza JKM, Kraków 11 I 1688, AGAD, AR, dz. V, nr 15268, s. 1–2.
Dwa listy Franciszka Strzeleckiego w AGAD, AR, dz. V, nr 15268, s. 3–8.
Magdalena Ujma, Latyfundium Jana Sobieskiego 1652–1696, Opole 2005.
Aleksandra Skrzypietz, Królewscy synowie – Jakub, Aleksander i Konstanty Sobiescy, Katowice 2011.

Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Logo MKiDN