© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   18.12.2017

Gaspard de Chavagnac o Janie Sobieskim

Jednym z przełomowych momentów w życiu Jana Sobieskiego było bezkrólewie po abdykacji Jana Kazimierza (1668–1669). Ustępujący król szykował miejsce dla upatrzonego francuskiego następcy – skoro kilka lat wcześniej w ogniu walk z rokoszanami Jerzego Sebastiana Lubomirskiego zniweczony został plan elekcji vivente rege, ostatni Waza swoją abdykacją chciał umożliwić nową elekcję i zapewnić sobie jaki taki wpływ na jej wynik. Temu ostatniemu służyło przede wszystkim zbudowanie potężnego stronnictwa francuskiego w Polsce, w którym pierwsze skrzypce grali awansowani przez Jana Kazimierza do najwyższych godności duchownych i świeckich prymas Mikołaj Prażmowski oraz marszałek i hetman wielki koronny Jan Sobieski. To oni i ich klientela polityczna, korzystając z prerogatyw urzędowych i wpływów nieformalnych, mieli zadbać o korzystny dla Jana Kazimierza wybór jego następcy na polskim tronie.

Partia francuska postawiła na bardzo dobrego i znanego kandydata, jakim był kuzyn Ludwika XIV i marszałek Francji, ks. Ludwik Bourbon de Condé (1621–1686), zawołany wódz, słynny ze swych zwycięstw, ze względu na które nazwano go Wielkim Kondeuszem. W zgodnej opinii jego polskich stronników nie można było znaleźć lepszego kandydata do władania Rzecząpospolitą. Niestety, natarczywa polityka elekcyjna Jana Kazimierza, ocierająca się o łamanie prawa, skutecznie zniechęciła do francuskiej kandydatury masy szlacheckie. Szlachta nie zamierzała też pozwolić, aby święto demokracji, jakim była elekcja króla, zamieniło się w farsę, w której o wszystkim decydują układy stronnictw magnackich, brać szlachecka służy zaś jedynie za konieczne decorum. Toteż kiedy w maju 1669 r. rozpoczął się sejm elekcyjny, posłowie doprowadzili nie tylko do rehabilitacji Jerzego Lubomirskiego, ale też przeforsowali uchwałę o wykluczeniu Kondeusza z szeregu kandydatów do tronu (6 czerwca).

Ten nieoczekiwany cios pomieszał szyki partii francuskiej i zwiększył szanse innych kandydatów. Na czoło wyścigu wysuwał się teraz ks. Karol Lotaryński (1643–1690), popierany nieoficjalnie przez cesarza Leopolda I (który jawnie deklarował poparcie dla księcia neuburskiego Filipa Wilhelma Wittelsbacha, szwagra Jana Kazimierza). Młody Lotaryńczyk zyskał sobie poparcie koterii magnackich wrogich stronnictwu francuskiemu – przeważnie litewskich Paców – i w czerwcu 1669 r. wiele wskazywało na to, że on właśnie zostanie królem Polski. Interesy jego reprezentował Francuz Gaspard de Chavagnac. Może się to dzisiaj wydawać nieco dziwne, ale w ówczesnych czasach nie przywiązywano aż takiej wagi do narodowości – sam poseł zaś miał swoje powody, by występować w barwach konkurenta kandydata francuskiego.

Gaspard de Chavagnac (1624–1695) pochodził z zasłużonej francuskiej rodziny szlacheckiej. Poświęcił się karierze wojskowej i dyplomatycznej. W swoim życiu zdążył zostać zarówno marszałkiem polnym Francji, jak i generałem na służbie austriackich Habsburgów. Podczas Frondy (1648–1653) walczył po stronie Wielkiego Kondeusza przeciw królowi Ludwikowi XIV. Później jednak pogodził się z władcą. Nie zagrzał wszakże miejsca we Francji i w 1665 r. przyjął służbę u króla Hiszpanii Filipa IV. Miał pecha, gdyż ówże zmarł w tym samym roku. Chavagnac przeniósł się więc do Wiednia, gdzie poznał się z Karolem Lotaryńskim i podjął się reprezentowania go na polu elekcyjnym w Polsce. Warto dodać, że później brał udział w kampaniach wojennych pod komendą Lotaryńczyka, by wreszcie w 1681 r. za zgodą Ludwika XIV powrócić do Francji. Pozostawił po sobie pamiętniki (Mémoires), wydane pośmiertnie w Besançon w 1699 r.

W swoich wspomnieniach opisał nie tylko elekcję w Polsce w 1669 r., której był aktywnym uczestnikiem, ale też zawarł sporo ciekawych uwag o swoim faktycznym przeciwniku politycznym, Janie Sobieskim. Jako marszałek wielki koronny Chavagnac był odpowiedzialny za kontakty z posłami obcymi i już z tego tytułu miał do czynienia z Janem Sobieskim. Pisząc o nim, skupił się przede wszystkim na działalności publicznej przyszłego króla.

Odnotował zatem nasz autor, iż Sobieski należał do zwolenników Kondeusza. Nie przeszkodziło mu to jednak wyrazić swego zachwytu splendorem, jaki roztaczał polski magnat. Wspominając swoje audiencje u polskich dostojników, Chavagnac najcieplej wspomina wizytę u Sobieskiego: „Zbliżały się audiencje zagranicznych posłów, znajdowałem się na wszystkich. Najwspanialszą była u marszałka wielkiego koronnego Sobieskiego: dwór jego co do przepychu i wspaniałości nie ustępował dworom książąt udzielnych”. Audiencja Chavagnaca na sejmie odbyła się 11 czerwca. Odnotował, iż marszałek przysłał poń własną karetę wraz z dwoma urzędnikami i tąż karetą odwieziono go później do domu. Wiemy, iż w czasie audiencji Chavagnac obiecywał w imieniu Karola płacić Rzeczypospolitej po pół miliona złotych dla uzdrowienia zepsutej za Jana Kazimierza monety i na koszt księcia wystawić stały most na Wiśle w Warszawie. Były to obietnice konkretne i mogące znaleźć posłuch u wyborców.

Nic dziwnego zatem, że sfrustrowani po wykluczeniu Kondeusza stronnicy francuscy poszukali porozumienia z posłem Lotaryńczyka. Zanotował on poufną rozmowę z Marią Kazimierą, do której zawiózł Chavagnaca siostrzeniec Sobieskiego Aleksander Janusz Zasławski-Ostrogski. Zdaniem posła marszałkowa była to „kobieta przebiegła, wielkiej zręczności i z dzieciństwa wychowana do intryg”. Podjęła z nim rozmowę o kandydaturze Lotaryńczyka i zaproponowała poparcie w zamian za konkretne warunki. Żądała mianowicie dla męża przyznania dzierżawy dochodowej ekonomii samborskiej, dla siebie zaś wielkiego diamentu – na co Chavagnac zgodził się. Odrzucił jednak żądania doprowadzenia do sojuszu z Francją przeciw Leopoldowi I oraz zobowiązanie się Lotaryńczyka do poślubienia siostrzenicy królowej Ludwiki Marii (było to, jak widać, nawiązanie do pierwotnych planów elekcyjnych nieżyjącej już królowej). Nie pomogły nawet obietnice, iż Marysieńka wyjedna Chavagnacowi marszałkostwo francuskie (możemy zresztą wątpić w realność tej promesy). Wśród postulatów, które Chavagnac zostawił w zawieszeniu, były wyjednanie kapelusza kardynalskiego dla posła francuskiego w Polsce Pierre’a de Bonzy, biskupa de Bezières, oraz przekazanie 100 tys. franków gotówką chorążemu koronnemu.

Rozmowa zakończyła się więc fiaskiem – tu jednak widzimy zręczność małżonków Sobieskich. Nie bez kozery z Chavagnakiem rozmawiała Marysieńka, próbując wymóc na nim jak najlepsze kondycje. Skoro nie zgodził się na nie, jeszcze tego samego dnia odwiedził go w domu siostrzeniec Sobieskiego, przynosząc wiadomość, że marszałek jest zmartwiony propozycjami żony i zaprasza posła o północy na spotkanie w domu wojewodziny podolskiej Eleonory Bełżeckiej. Tamże obaj zawarli nowy układ, w tym odbiegający od propozycji Marysieńki, iż nie przewidywał niemożliwych do zaakceptowania wzmianek o sojuszu z Francją i małżeństwie przyszłego króla z siostrzenicą Ludwiki Marii. Układ miał zostać przepisany nazajutrz na czysto u podkanclerzego Jana Leszczyńskiego.

Ku zdziwieniu Chavagnaca nazajutrz układ nie był jeszcze gotowy, gdyż Sobieski rzekomo zapomniał zlecić jego przygotowanie, będąc zajęty innymi sprawami. Poseł podejrzewał wszak, że za zwłokę odpowiada Marysieńka, która zapomniała włączyć do układu swego brata Ludwika, dla którego chciała coś wytargować od Chavagnaca.

Tymczasem, zanim ostatecznie Sobiescy porozumieli się z Chavagnakiem co do ceny za poparcie Lotaryńczyka, sprawa się zdezaktualizowała. Oto 19 czerwca niespodziewanie szlachta obrała na króla księcia Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Zarówno Sobieski, jak i Chavagnac byli zawiedzeni – czego poseł bynajmniej nie krył. W swoich wspomnieniach wspomniał on o podjętej przez marszałka próbie zniweczenia elekcji poprzez wyjazd z pola elekcyjnego, jak też o przymuszeniu Sobieskiego do powrotu. Opisał też nocną wizytę Sobieskiego, który prosił Chavagnaca o pomoc w zrzuceniu z tronu nowo wybranego elekta. Poseł odmówił jednak, zauważając przytomnie, że przybył do Polski, aby zabiegać o wybór króla, a nie o detronizację. Na wszelki wypadek doradził Sobieskiemu skontaktowanie się z samym Lotaryńczykiem. Podsumował też stan psychiczny rozmówcy: „Marszałek nie mógł się z żalu ukoić”.

We wspomnieniach Chavagnaca widzimy jak w soczewce polityczne kombinacje w czasie elekcji 1669 r. Znakomicie ukazana jest taktyka Sobieskiego, który dzieli się zadaniami z małżonką, by móc jak najwięcej wytargować w zamian za poparcie polityczne. Dobrze też opisana jest frustracja Sobieskiego z powodu wyniku elekcji i początek bezwzględnej opozycji, do jakiej przeszedł on wobec króla Michała już od momentu obrania go na tron. Sobieski – polityk, choć jeszcze nie największej miary, wyłania się nam z kart tego skądinąd ciekawego pamiętnika.

Omawiany tekst: [Gaspard de] Chavagnac, Wyjątek z pamiętników hrabiego de Chavagnac, legata do Polski po abdykacji króla Jana Kazimierza i w czasie elekcji króla Michała roku 1668, [w:] Zbiór pamiętników historycznych o dawnej Polszcze, wyd. Julian Ursyn Niemcewicz, t. 4, wyd. nowe Julian Bobrowicz, Lipsk 1839, s. 215–230.