© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Ad Villam Novam   Ad Villam Novam   |   14.11.2018

Ludzie supliki piszą

Już dawno temu badacze przeszłości zrozumieli, że historia to nie tylko „Żywoty sławnych mężów”, dzieje wielkich zmagań wojennych czy dworskie intrygi na szczytach władzy. Przeszłość to także sprawy na pozór drobne, zwykli ludzie ze swoimi problemami, troskami, radościami i nadziejami. Tak rozumiane badania otrzymywały różne nazwy w zależności od obszaru zainteresowań i przyjętych metod: historia społeczna, historia codzienności, historia mentalności czy mikrohistoria. Ciekawy przykład tego typu podejścia dał francuski historyk Alain Corbin. Wykorzystując swoją ogólną wiedzę o warunkach bytowych i zwyczajach ludności Dolnej Normandii w XIX w., napisał hipotetyczną biografię Louisa-Françoisa Pinagota, o którym w rzeczywistości wiadomo bardzo niewiele. Był on bowiem osobą nadzwyczaj przeciętną. Oczywiście możemy nie zgadzać się z takim sposobem opisywania przeszłości, uznając go za zbyt literacki. Jednak konieczność badania codziennych spraw zwykłego człowieka z przeszłości nie budzi chyba większych sporów.

Bardzo ciekawym źródłem do poznania tego wymiaru dziejów są supliki. Pisano je po to, aby przedstawić swoje krzywdy i nieszczęścia i prosić o pomoc właściciela dóbr. W przypadku latyfundium Sobieskich, gdy marszałek i hetman został królem Janem III, supliki składane przez tamtejszych poddanych nabrały jakby większego znaczenia, składano je bowiem u stóp tronu. Jednak w rzeczywistości ich charakter się nie zmienił i możemy się spotkać z przypadkami, że „Lew Lechistanu” pochylał się nad krzywdą pojedynczych wdów i sierot. Supliki pisali bardzo różni ludzie: chłopi, mieszczanie, Żydzi, szlachta i żołnierze. Zdarzają się przypadki, że na suplice zapisana została decyzja („rezolucja”), którą podejmowano w sprawie suplikanta, czasami widnieje pod nią osobisty podpis Jana III, któregoś z królewiczów, Michała Kazimierza Radziwiłła albo jego słynnego syna, księcia „Panie Kochanku”. Świadczy to o tym, że właściciele dóbr często bardzo poważnie podchodzili do ciążących na nich obowiązków opieki nad ludnością, z pracy której osiągali swoje dochody. Choć widać także wyraźnie, że nie zawsze  – wiele błagalnych próśb pozostało bez odpowiedzi.

Tekst supliki zaczynał się często od pozdrowienia „Laudetur Jesus Christus Amen” (bądź skrótu „L.J.C”), po czym następowała tytulatura. Do Jana III pisano: „Najjaśniejszy Miłościwy Królu Panie i Dobrodzieju”, do jego synów zwracano się „Najjaśniejszy Królewicu Polski Pani a Panie Mój Miłościwy i Dobrodzieju”. Po 1740 r., gdy dobra żółkiewskie przeszły na Radziwiłłów, do księcia „Rybeńki” pisano „Jaśnie Oświecony Mości Książę Panie Miłościwy i Najosobliwszy Dobrodzieju”. Oczywiście zdarzały się drobne zmiany w tych konwenansach. Warto także podkreślić, że supliki na ogół pisane były bardzo prostym językiem niemal całkowicie wolnym od makaronizmów. Pisali (czy raczej dyktowali) je wszak ludzie prości i niewykształceni. Poniżej trzy przykłady ukazujące sprawy poruszane w suplikach, ich język i styl.

Ludwik Wiost, mieszczanin żółkiewski, kupił dom po zmarłym Bazylim, ślusarzu. Okazało się jednak, że spadkobiercy ślusarza wzięli ze skarbu Jana III 300 zł pożyczki na tę nieruchomość. Pożyczka przeszła zatem na Wiosta. Błagał zatem:

Pokornie suplikuję Panu Miłościwemu, abyś mi z szczodrobliwej łaski swojej condonować [darować] raczył, gdyż koniecznie skarb na mnie następuje, abym oddał wyż rzeczonę sumę, a ja za długie WKrMości panowanie i Najjaśniejszego Potomstwa gotowym Pana Boga prosić.

Decyzją Jana III Andrzej Wolski, pisarz prowentowy żółkiewski, miał nie nalegać na natychmiastowy zwrot należności, prolongując uiszczenie należności na dwa lata.

Do jednego z królewiczów zwracała się w żalu zostając osierociała z dziećmi uboga wdowa, Regina Dominikowa Domaradzka, której mąż 45 lat służył Sobieskim. Na 9 lat przed jego śmiercią wstrzymane zostały mu suchedni [zapłata kwartalna] na kwotę 430 zł. Kobieta błagała zatem z płaczem, żebrząc klemencyi:

Ja nie mając sierota skąd suplementować w chorobie męża, musiałam z własnego kredytować się, także i na pogrzeb żadnego nie miałam respektu od skarbu, z własnego według obrządku chrześcijańskiego siliłam się pogrześć i lubo rozkaz i wola była św. pamięci Najjaśniejszego Pana Naszego Miłościwego, abym nie krzywdzona była, przeto zgoła żadnego respektu nie odbierałam.

Do księcia Karola Stanisława Radziwiłła „Panie Kochanku” pisała Boruchowa, kupcowa żółkiewska. Podkreślała, że już kilkukrotnie były podawane supliki, ale żadna nie odniosła skutku:

Teraz najprzód upadłszy pod stopy pańskie JO Waszej Książęcej Mości Pana Miłościwego, dopraszamy się, aby bez żadnego zatrudnienia była przeczytana, a po tym przez odebraną replikę zeskutkowana.

Sprawa dotyczyła wydania ze sklepu korzennego towaru na 10 tys zł. Zapłata była obiecana rychło, potem termin przełożono, aż w końcu w ogóle jej nie uiszczono. O zwrot upominać zaczęli się natomiast kredytorzy, grożąc sądem, dlatego Boruchowa skarżyła się: a przez to zbankrutować przymuszenie zostajemy. Upominała się kupcowa także o inne kwoty, o której sumy wypłacenie dopraszamy się z upadnieniem pod stopy pańskie. Jeżeliby skarb książęcy nie mógł wypłacić pieniędzy w gotówce: żądamy więc przy danej replice asygnacji do arendy ołyckiej.

Źródło:
NGAB, F. 694, op. 3, nr 15.

Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Logo MKiDN