© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   29.10.2013

Mołdawski fortel Jana Sobieskiego

Na początku lat 70. XVII w. pogorszyły się znów stosunki polsko-kozackie. Podczas gdy Rzeczpospolita postawiła na wiernego jej Michała Chanenkę, oddając mu w 1670 r. buławę hetmańską nad Kozaczyzną, popularny wśród Kozaków Piotr Doroszenko poszukał znów protekcji turecko-tatarskiej. Skłóconej wewnątrz i słabej militarnie Polsce nie wróżyło to niczego dobrego. Hetman wielki koronny Jan Sobieski, nie czekając, aż Ukraina wymknie się nam z rąk, poprowadził w 1671 r. z małymi siłami zwycięską ofensywę, w której wyrzucił Tatarów z granic koronnych i zmusił znów Kozaków do posłuszeństwa.

Wszyscy wiedzieli jednak, że Doroszenko gra na zwłokę i wezwie na pomoc Turków. Wojna z Osmanami wisiała w powietrzu. W Polsce łudzono się, że uda się utrzymać pokój środkami dyplomatycznymi, a w ostateczności pośpieszą nam z pomocą car moskiewski i cesarz rzymski, szwagier króla Michała. Niemniej Jan Sobieski, odpowiedzialny za obronę granic, wiedział, że nie ma co oglądać się na niepewne posiłki i trzeba samemu jak najlepiej przygotować się do obrony. Uznał, że dobrym wstępem do tego będzie opanowanie Mołdawii – zależnej od Turcji i leżącej na drodze armii osmańskiej do Polski. Gdyby znalazła się ona zawczasu w polskich rękach, być może udałoby się uniemożliwić współdziałanie turecko-tatarskie, a z pewnością opóźniłoby się marsz Turków ku naszym granicom.

Problem leżał w tym, że Mołdawią rządził nieprzyjazny Polsce Jerzy Duka (Duca), z pochodzenia Grek. Usunięcie go siłą przez wojska polskie nie wchodziło w grę – oznaczałoby to bowiem rzucenie rękawicy Osmanom. Na tak śmiałe posunięcie nie zdobyłby się małoduszny król i jego warszawskie otoczenie. Dobrze by zatem było, gdyby tak Mołdawianie „sami” zawczasu zmienili hospodara i przeszli na stronę polską.

I rzeczywiście, ledwo Jan Sobieski opanował Podole i zakończył kampanię, 9 grudnia 1671 r. w Mołdawii wybuchło powstanie przeciw Jerzemu Duce. Na jego czele stali bojarzy Apostoł Durak (Durac) i Mihalcea Hâncu. Obaj mieli doświadczenie wojskowe, a jako rodowici Mołdawianie cieszyli się sympatią, której odmawiano obcemu hospodarowi. Do akcji przyłączyli się m.in. perkułab chocimski Stefan Hăjdău oraz Grzegorz Hăbăşescu. W ciągu kilku dni powstańcy opanowali stołeczne Jassy, a Hâncu został hospodarem. Jerzy Duka jak niepyszny uciekł z kraju, znajdując schronienie u Turków.

Przewrót polityczny w Mołdawii był niewątpliwie na rękę dowództwu polskiemu i niedalecy będziemy od prawdy, przypuszczając – jak czyni to prof. Marek Wagner – iż maczał w tym wszystkim palce hetman Jan Sobieski. Oto za jednym zamachem, bez zrywania z Turcją, Polska zyskała przedpole operacyjne do przyszłej wojny i szansę przesunięcia frontu o jakieś 500 km na południe – z linii Dniestru nad brzegi dolnego Dunaju.

Niestety, polski fortel nie do końca się udał. Powiodło się polskim stronnikom przechwycić władzę w Mołdawii, ale nie potrafili jej utrzymać. Namiestnik turecki, do którego uciekł Jerzy Duka, bejlerbej oczakowski Chalil pasza nie zwlekał z kontrakcją. Zebrawszy niecałe 3 tys. żołnierzy, jeszcze w styczniu wtargnął w granice Mołdawii. Apostoł Durak stawił mu czoła pod Kiszyniowem, lecz w bitwie, stoczonej tam na przełomie stycznia i lutego, poniósł klęskę i musiał salwować się ucieczką do Polski. W jego ślady poszedł efemeryczny hospodar Hâncu. Jerzy Duka odzyskał tron, a Turcy kontrolę nad Mołdawią.

W czasie, kiedy Apostoł Durak usiłował powstrzymać Turków, wysłany przez Jana Sobieskiego rotmistrz Jan Michał Myśliszewski negocjował we wsi Braha nad Dniestrem z perkułabem chocimskim Hăjdău plan wysłania kilku chorągwi polskich „ochotników”, którzy mieliby wesprzeć powstańców mołdawskich. Niestety, Turcy opanowali sytuację, zanim doszło do realizacji tego pomysłu.

Jan Sobieski nie rezygnował jednak. Nadal planował opanować Mołdawię i to przy pomocy nieoficjalnych środków. Udzielił zatem schronienia uciekinierom mołdawskim w pogranicznym Raszkowie i oddał ich pod opiekę Kozaków Michała Chanenki. Tych zaś nie trzeba było długo przekonywać do podjęcia wyprawy. Jeszcze w końcu lutego wpadli do Mołdawii i odwojowali Jassy, skąd znów uszedł Jerzy Duka. Niestety, Kozaków nęciły głównie łupy i mocno dali się we znaki miejscowej ludności, którą wszak należało sobie pozyskać. Nie utrzymali się też długo w Jassach i nie osadzili tam na tronie Hâncu, co było głównym celem polskiego dowództwa. Tyle dokazali, że osłabili pozycję tureckiego lennika.

Tymczasem przebywający w Raszkowie emigranci mołdawscy wysłali posłów na sejm do Warszawy, zabiegając o wsparcie i obiecując poddać Mołdawię Polsce. Dwór i szlachta wciąż jednak nie chcieli odcinać sobie drogi do porozumienia z Turkami i odrzucili tę ofertę. Polecono tylko Mołdawian opiece kozackiej, licząc, że Chanenko wykona zadanie, które powinno wziąć na siebie wojsko koronne.

Ostatecznie nie doszło zatem do opanowania Mołdawii w przeddzień wojny z Turcją, jak to planował Jan Sobieski. Hetman zdążył jeszcze tylko zaciągnąć sprzyjających Polsce Mołdawian do wojska, przekazując Apostołowi Durakowi komendę nad 100-konną chorągwią wołoską. Zaopatrzył też emigrantów, osiedlając ich w swoich dobrach. Latem 1672 r. armia Mehmeda IV bez trudu przeszła przez Mołdawię i uderzyła na Polskę. Historia pokazała w ten sposób bardzo szybko, iż hetman miał rację, usiłując opanować fortelem Mołdawię tuż przed turecką inwazją. Wrócił do tych planów już w zmienionych okolicznościach, idąc z wojskiem polsko-litewskim na Chocim w 1673 r.