© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   13.03.2015

Obywatelstwo i swobody szlacheckie

Szlachta, przynajmniej teoretycznie, miała świadomość swojego podmiotowego znaczenia w państwie. Istnieje takie ciekawe świadectwo, z okresu pierwszego bezkrólewia, kiedy to szlachta ziemi bełskiej, jeszcze w lipcu 1572, nim podjęte były jakieś centralne decyzje przez Radę Koronną, zjeżdża się i dla ratowania tego czym jest res publica, zawiązuje konfederację. Zjazd, podobnie jak w niedalekim województwie ruskim, odbywa się samorzutnie, zwołują go sami obywatele, dla ochrony siebie, z tym, że to „siebie” nie traktuje się w kategoriach partykularnych: „siebie” znaczy wspólnotę państwową, rzecz wspólną, rzecz – pospolitą – obywatelską.

W rzeczonym dokumencie możemy przeczytać: widząc, z jakim niebezpieczeństwem rzeczpospolita nasza pod ten czas jest podana i z miłości naszej powinny przeciwko jej o dobrem jej obmyśliwając, wolniej i sami z swej chęci, mając wiadomość i obwieszczenie o śmierci Króla J.M. od kasztelana naszego, do miasta Bełza, dniem dwudziestego pierwszego lipca zjechaliśmy się, w którem naśladując przykładu przodków naszych, takieśmy między sobą postanowienie i związek pod wiarą, poczciwościami naszemi dla zadzierżenia wcale rzeczypospolitej spólnej i ziem jej należących i dla pokoju naszego domowego uczynili…

Istnieje też z tamtego czasu wciąż nie wydana do dzisiaj Kronika za Zygmunta Augusta w Knyszynie zmarłego, i przynosi ona jeszcze inne świadectwo obywatelskiej troski, nieco mniej znany fakt z województwa sandomierskiego, kiedy to szlachta miejscowa samorzutnie (z ciekawości?, dla zapewnienia porządku? – nie umiem tego rozstrzygnąć) zjeżdża się do Koprzywnicy, aby pomóc, wymóc na senatorach negocjujących z posłami cesarza, stanowcze zatrzymanie ich poselstwa. Sam ów zjazd szlachty (kto go zwoływał?) jest, wydaje mi się, koronnym dowodem na poczucie obywatelskiej troski o państwo. Jeszcze wyraźniejszych dowodów jednak dostarcza presja, jaką szlachta wywiera na chwiejących się negocjatorach, wymuszając na nich trzymanie się wypracowanego konsensusu. Ostatecznie senatorowie muszą ulec szlacheckiej presji: wymuszając na posłach spełnienie ich woli.

I jeszcze jeden przykład z tego samego, jakże gorącego i wiele zarazem mówiącego o poczuciu obywatelskości okresu. Zamek w Tykocinie, którym zarządza niejaki rotmistrz Bielecki. Senatorowie Rzeczpospolitej usiłują go zmusić do wpuszczenia ciała pańskiego i ich samych na zamek. Rotmistrz jednak zobowiązany jest przysięgą zmarłemu monarsze, że nikogo na zamek nie wpuści, poza siostrą zmarłego, królewną Anną Jagiellonką. Interesująco jest obserwować negocjacje senatorów z rotmistrzem, który przynaglany, straszony, molestowany na różne sposoby w pewnym momencie owego negocjacyjnego kontredansu opowiada się, że jest obywatelem koronnym, szlachcicem, który swoje wolności czując, i prawa znając, zobowiązał się już słowem honoru, i nie ulegnie. A potem rozmawiał z senatorami przez bramę, bo nawet do nich nie wychodził. Senatorowie, w ostateczności, zmuszeni zostali do uszanowania jego woli.

Przykładów w tym względzie można mnożyć. Jak się już mówiło, nie obecnie, ale w innym miejscu, przywileje zabezpieczały owe szlacheckie powinności i wolności zarazem. Przed wybraniem nowego króla w 1573 wszystkim obywatelom bardzo zależało na przykład na tym, aby je uporządkować, wadliwe odsunąć albo skorygować, nowe ustanowić, aby „zapraszać” nowego monarchę do domu uporządkowanego. Przejawiała się też w tym obywatelskim programie swoista „sprytna” tendencja, aby, jak to się mówiło „zbestwionego rumaka skiełznać”, bo, nie daj Bóg, kandydat na monarchę pochodzić mógł z kraju o silniejszej niż w Rzeczpospolitej tradycji monarchistycznej.

Jeśli rozmawiamy o owych ważnych przywilejach dwa dokumenty w tym kontekście warto przypomnieć: przywilej neminem captivabimus i konstytucję nihil novi. Pierwszy ustanawiał zasady nietykalności osobistej obywateli, drugi zaś dokument potwierdzał fundamentalne znaczenie dla życia politycznego w Rzeczpospolitej najniższej w hierarchii instytucji podejmowania wspólnotowych decyzji – sejmików.

Ważna pozycja sejmików w życiu politycznym skutkowała poczuciem, iż ten kto czuł się obywatelem, partycypował w podstawowych i najważniejszych dla wspólnoty decyzjach, bez względu na wykształcenie, ani bez względu na miejsce zamieszkania.

Jeśli idzie o neminem captivabimus to sądzę, że właściwą funkcją tego przywileju było zapewnienie koniecznego dla poważnego obywatelstwa bezpieczeństwa obywatelskiego w państwie. Innymi słowy: nasi przodkowie, oczywiście nasłuchawszy się historii antycznych i rozważywszy sytuacje historyczne, doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że aby res publica spełniła swoje zadanie, musi mieć odważnych obywateli. Odważny obywatel to taki obywatel, który wie, że prawo jest po to, aby chronić go przed wszelką możliwą akcją silniejszych w państwie. Obywatel, uczy tego myśl republikańska, a powtarzają ją staropolscy autorzy, tacy jak ów, który napisał dziełko Philopolites to jest miłośnik ojczyzny albo o powinności dobrego obywatela, ojczyźnie dobrze chcącego i one miłującego, krótki traktat (1588),to ten, który ma swoje zdanie i nie ma w sobie lęku przed jego artykułowaniem, ale w związku z tym, iż ustawodawcy zdawali sobie doskonale zapewne sprawę ze słabości człowieka, pozwolili sobie obywatelską odwagę zabezpieczyć prawem.

Kiedy czyta się tak samo inny anonimowy traktat z podobnego czasu Krótkie rzeczy potrzebnych z strony wolności a swobód polskich przez tego, który wszego dobrego życzy ojczyźnie swojej uczynione roku 1587, 12 februarii widzimy, iż tekst ten buduje pewien wzorzec zachowania obywatelskiego: to ktoś, kto potrafi sprzeciwić się złym decyzjom czy nieuczciwemu działaniu przełożonych w państwie. Bohaterami dziełka są między innymi kardynał Oleśnicki zmagający się z monarchą czy szlachta zgromadzona na zjeździe pod Lwowem w czasie tzw. wojny kokoszej. Dobry obywatel patrzy władzy na ręce, cechuje go zaangażowanie w sprawy ojczyzny, charakterystyczna jest dlań postawa nieufności czy może aktywnej czujności wobec najważniejszych instytucji politycznych w Królestwie. Rzeczpospolita odniesie albowiem sukces – zdają się twierdzić szlacheccy statyści – tylko wtedy, kiedy będzie miała zaangażowanych w życie publiczne obywateli.

Świetnym przykładem tego, co z kolei można mieć na myśli, kiedy twierdzi się, iż szlachtę charakteryzuje swoista obywatelska odwaga jest historia z roku 1661 z Pamiętników Jana Chryzostoma Paska, który zatrzymany (bezprawnie, bo bez wyroku sądowego) w drodze do domu (jeżeli tylko można mu wierzyć, ale to wszystko jedno w tej chwili, gdyż nie udowodniwszy mu przestępstwa a i nie uzyskawszy sądowej decyzji, zatrzymano go siłą na drodze), zostaje oskarżony o przynależność do buntu wojska i o to, że najprawdopodobniej jest emisariuszem skonfederowanych. Paska, jak wiemy z lektury, przesłuchują najwięksi senatorzy królestwa, przysłuchuje się tym przesłuchaniom sam król, problem jednak w tym, iż zarówno Pasek, jak i ci, którzy go zatrzymali, wiedzą, ze zatrzymawszy go, złamali prawo. Trzymają go więc pod strażą, szukając dowodów, lub próbując wymusić na nim przyznanie się do potencjalnej winy. Pasek jest jednak wolnym obywatelem wolnego państwa, i wie, że póki nie znajdą się dowody (a nawet gdyby się znalazły, to i tak ma jasną świadomość, że złamano prawo, gwałcąc przywilej neminem captivabimus) to oni są winni. Atakuje więc swoich prześladowców, obraża ich, dworuje z nich sobie, odpowiada butnie. Kiedy mu grożą śmiercią, śmieje im się w nos, mówiąc, że jest żołnierzem, (w przeciwieństwie do nich) i śmierć ma niejako wpisaną w kontrakt wojskowy. Ale, jak już się wspominało, delikatnie grozi, mówiąc „głowa polęże zostaną zęby” póki będzie jakieś wspomnienie jego imienia. Wreszcie prośbą próbuje się go namówić do wyznania winy. Kiedy i to się nie udaje, próbuje się mu ułatwić ucieczkę. Na nic. To raczej Pasek, obywatel wolnej Rzeczpospolitej, jest panem sytuacji, a nie ci, nawet najwięksi w państwie, którzy go zatrzymali. Na koniec, kiedy już wszystkich możliwych środków użyto, kiedy próbowano się go pozbyć, ułatwiając mu ucieczkę, kiedy nie pomogły groźby, zastraszenia, prośby, przybył do Pana Paska (ileż on miał wtedy lat?, jeśli urodził się około 1636, zatem wówczas miał lat około 25!) sam biskup kijowski z misją, by się Pasek, nawet jeśli niewinny był, przyznał do winy, dla załagodzenia konfliktu. Oto charakterystycznie, właśnie obywatelska odpowiedź na tę właściwie już prośbę, księdza biskupa, zapisana przez pamiętnikarza: Jeden Bóg, który stworzył niebo i ziemię, WMMPana i mnie też lichego człowieka, niech mię wyświadczy, jako protektor niewinności, kiedy mię cnota i poczciwość wyświadczyć nie może, a tego niech skarze, który mnie tej opinijej a WMMPanów niepotrzebnej nabawił turbacyjej/…jużem to powiedział przy pierwszej audyjencyjej, że wolno Kurcie i na Bożą Mękę szczekać. Ani groźba, ani prośba fantazyjej mojej opanować nie może. Dla prośby nie stanie się słońce makuchem, nie przeformuje się prawda w nieprawdę; dla groźby zaś, Bóg widzi, że jednym krokiem nie ustąpię, i choćby mię tu przy niewinności mojej miało co potkać, prosić się ani lękać nie będę…

Tacy są oto obywatele, synowie koronni. Taką obywatelskością Rzeczpospolita ufundowana jest. Nic więc dziwnego, iż była krajem, który radził sobie w różnych trudnych sytuacjach.