© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   24.10.2016

Pechowa misja królewskiego posła Michała Kazimierza Radziwiłła do Wiednia, Wenecji oraz Rzymu w 1680 roku

Zgodnie z sięgającym średniowiecza obyczajem każdy katolicki władca po wstąpieniu na tron oraz po wyborze nowego papieża był zobowiązany do złożenia głowie Kościoła obediencji, czyli aktu posłuszeństwa. Jan III Sobieski wypełnił tę powinność wobec Innocentego XI dopiero w 1680 roku, a więc sześć lat po swojej elekcji.

Wyprawienie misji obediencyjnej od początku swego panowania król uznawał jednak za sprawę prestiżową i pilną, tym bardziej że od czasu legacji Jerzego Ossolińskiego w 1633 roku Polska nie złożyła aktu posłuszeństwa żadnemu z czterech zasiadających kolejno na Tronie Piotrowym papieży. Zapewne już w 1676 roku, kiedy projekt poselstwa stanął na radzie senatu, Sobieski wyznaczył do odprawienia tej misji swojego szwagra, wiernego sojusznika, podskarbiego litewskiego i księcia Rzeszy Michała Kazimierza Radziwiłła. Na sejmie grodzieńskim w 1679 roku ustalono, że legacja obediencyjna zostanie połączona z najważniejszym oraz najtrudniejszym – z punktu widzenia interesów państwa – poselstwem do papieża, cesarza i doży weneckiego, które postanowiono wysłać w ramach podjętej przez Rzeczpospolitą akcji dyplomatycznej w celu powołania ligi antytureckiej oraz uzyskania funduszy na wojnę.

Decyzja króla, by obie misje odprawił Radziwiłł, wywołała powszechne zdziwienie. Panowała opinia, że książę jest dzielnym żołnierzem, ale fatalnym dyplomatą i zadufanym magnatem, który w czasie odbytej dwa lata wcześniej prywatnej podróży na dworach cesarskim i papieskim nie pozostawił po sobie dobrego wrażenia. Był on jednak wystarczająco zamożny, by sfinansować zbyt kosztowną dla skarbu państwa wyprawę. Od poselstwa obediencyjnego oczekiwano w Rzymie przepychu, tradycyjna entrata oraz inne uroczystości miały olśnić bogactwem, a im większe wzbudzały zainteresowanie, tym poważniej traktowano legata i władcę, którego reprezentował. Niewątpliwie Radziwiłł zamierzał przyćmić legendarną misję Ossolińskiego, opisaną w drukach i rękopiśmiennych relacjach oraz uwiecznioną na obrazach. Oszczędny i wyznający surowe zasady Innocenty XI obawiał się natomiast, że sunący przez pół Europy ostentacyjnie wystawny orszak księcia potwierdzi powstawanie koalicji i rozzłości sułtana, nalegał więc, by poselstwo odprawione zostało szybko i przy ograniczonych kosztach, tym bardziej że Rzeczypospolita starała się o finansową pomoc.

W asyście ponad 300 osób około 20 czerwca 1679 roku Radziwiłł wyruszył z Białej w kierunku Wiednia z wielką pompą, „razem z 800 końmi i dziwacznym, wspaniałym, by nie powiedzieć śmiesznym ekwipażem”. Trwający miesiąc pobyt w stolicy cesarstwa, do której w wystawnym orszaku książę wjechał 23 lipca, zakończył się całkowitym fiaskiem. Skupiony na kwestiach ceremoniału i tytulatury Radziwiłł nie zdołał przekonać Leopolda I do planów króla. Cesarz, który – jak się okazało – nie był zainteresowany przystąpieniem do sojuszu, wkrótce opuścił opanowaną przez epidemię dżumy stolicę. Z Wiednia do Rzymu wyruszył też Radziwiłł i w połowie września dojechał do granicy weneckiej.

W międzyczasie do papieża dotarły relacje o jego aroganckim zachowaniu. Stolica Apostolska była dalej żywo zainteresowana antyturecką koalicją, ale w tej sytuacji nie życzyła sobie polskiego posła w Rzymie, podając jako powód strach przed zarazą. Pomogły jej w tym władze weneckie, które odmówiły księciu wjazdu na teren Republiki przed odbyciem kwarantanny w przygranicznym lazarecie, potem kilkakrotnie przedłużanej. Jednocześnie król rozpoczął listowne pertraktacje z papieżem w sprawie subsydiów, dzięki czemu stracił na znaczeniu jeden z głównych celów misji Radziwiłła. Innocenty XI podjął decyzję o przyznaniu Rzeczypospolitej 500 tys. „dobrą monetą”, co dowodziło, że papież gotów był zrezygnować z obediencji, jednak ani Sobieski, ani jego szwagier nie zamierzali się poddać.

Dalsza droga do Rzymu okazała się wielkim pasmem niepowodzeń. Po różnych perypetiach, m.in. ucieczce księcia w przebraniu do Ankony, nieudanych próbach uwolnienia członków poselstwa i bagaży z lazaretu, na początku kwietnia 1680 roku wydano decyzję o zakończeniu kwarantanny. Władze Serenissimy przyjęły jednak posła chłodno, a doża odmówił mu audiencji. Około 12 maja 1680 roku z nielicznym orszakiem Radziwiłł niespiesznie ruszył na południe, ponaglany tym razem przez papieża, który pogodził się z przyjęciem niewygodnego gościa, ale liczył na to, że zaistniałe okoliczności zmuszą go do finansowych ograniczeń.

Radziwiłł przybył do Rzymu w niewielkim orszaku 21 maja 1680 roku, ale ponieważ pojawił się incognito, nie został – zgodnie ze zwyczajem – oficjalnie powitany przy rogatkach miasta, a następnie przyjęty na audiencji u papieża. Zamieszkał w pałacu Bufalo przy piazza Colonna i oczekując na przybycie z weneckiego lazaretu reszty uczestników orszaku oraz ekwipunku, koni i wielbłądów, prowadził kosztowne przygotowania do uroczystej entraty. Intrygi i antypolskie nastroje nie sprzyjały wypełnianiu misji. Nad Tybrem panowała nieufność co do intencji Sobieskiego, który wcześniej był sojusznikiem Francji oraz usiłował podpisać pokój z Turcją. Jednym z najważniejszych celów misji Radziwiłła było przekonanie papieża, że król faktycznie dąży do wojny z sułtanem. Podważano także uprawnienia i kompetencje księcia, tym bardziej iż głównym tematem, podejmowanym w czasie nieoficjalnych rozmów z Innocentym XI i kardynałami, nie były kwestie antytureckiego sojuszu.

Od początku swego pobytu w Rzymie Radziwiłł jako książę Rzeszy i szwagier króla pretendował do tytułu „Jego Wysokość”, który w papieskim protokole dyplomatycznym zarezerwowany był wyłącznie dla krewnych dziedzicznych monarchów. Bez względu na pochodzenie ambasadorom przysługiwał jednak tytuł „Ekscelencja” lub – w drodze wyjątku – zwracano się do nich w „trzeciej osobie”, co satysfakcjonowało Radziwiłła, jednak formę tę stosowali tylko niektórzy kardynałowie. Na dworze papieskim oficjalnie jej nie akceptowano, nie chcąc stwarzać precedensu, szczególnie wobec protestu ambasadora Francji, który miał otrzymać w tej sprawie specjalne instrukcje z Paryża. Wiadomo było ponadto, że składając wizytę – jako pierwszemu – ambasadorowi Hiszpanii, książę uraził Francuza i dlatego przedstawiciele Ludwika XIV postanowili nie brać udziału w entracie Radziwiłła. Po pewnych wahaniach do tego swoistego bojkotu przyłączyły się ambasady Hiszpanii i Portugalii. Wiek XVII obfitował w podobne epizody, ale ostentacja ta mogła mieć także podłoże polityczne, ponieważ Francja usiłowała pokrzyżować antytureckie plany Jana III.

W lipcu przygotowania do uroczystego wjazdu weszły w ostatnią fazę. Innocenty XI, zirytowany rozrzutnością popadającego w coraz większe długi Radziwiłła, nie spieszył się z udzieleniem zezwolenia na jego entratę, której termin ostatecznie wyznaczono na 4 sierpnia. Ponieważ poseł przebywał ciągle incognito, Innocenty XI zgodził się, by tydzień wcześniej książę, oficjalne powitany, wjechał do miasta przez Porta del Popolo, co zwyczajowo odbywało się bezpośrednio po przybyciu legata do Rzymu. W dniu entraty kilkusetosobowy, uformowany zgodnie z protokołem orszak Radziwiłła wyruszył z Villa Giulia do Piazza del Popolo. Następnie nie podążył jednak najkrótszą drogą do rezydencji posła, ale na specjalne życzenie głowy Kościoła przejechał obok pałacu papieskiego na Kwirynale. Chociaż Innocenty XI ganił rozrzutność księcia, był najwyraźniej zaintrygowany jej efektami. Zachowane drukowane i rękopiśmienne relacje przekonują, że wjazd Radziwiłła zadziwił rzymian swoją wspaniałością. Uwagę zwracały wielbłądy, egzotyczna służba, przystrojone konie różnej maści, oddziały husarii i janczarów oraz kapiące od złota i klejnotów stroje Polaków, szczególnie głównego bohatera uroczystości. Zauważono, że z kopyt kilku rumaków w oszołomiony tłum – jak w entracie Ossolińskiego – odpadły (celowo źle przymocowane) złote i srebrne podkowy. Zgodnie z tradycją w wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele dworu papieskiego oraz kardynałowie, rzymska arystokracja, a także nieliczni cudzoziemcy.

Cztery dni później, 8 sierpnia, na konsystorzu publicznym w Sali Królewskiej pałacu Kwirynalskiego Radziwiłł złożył Innocentemu XI akt posłuszeństwa w imieniu Jana III. Według zachowanych relacji podążający do papieskiej rezydencji orszak księcia był równie wspaniały jak w czasie entraty. Wygłoszona przez chorego, zachrypniętego posła krótka, łacińska oracja obediencyjna nie zachwyciła jednak słuchaczy. Dowodziła bowiem braku jego umiejętności, zarówno oratorskich, jak i dyplomatycznych. Posługując się zawiłą, barokową retoryką oraz obfitymi cytatami z Pisma Świętego i antycznych autorów, Radziwiłł usiłował przedstawić zasługi Jana III na polu krzewienia wiary oraz przekonać o szczerej woli monarchy wspólnego pokonania wrogów chrześcijaństwa.

Około północy, po wyjątkowo wystawnym, wydanym tradycyjnie przez papieża posiłku, książę powrócił do swojej rezydencji. Przez trzy kolejne wieczory na wypełnionym tłumem rzymian, obficie iluminowanym piazza Colonna ku uciesze pospólstwa z fontann tryskało wino, grała muzyka i wybuchały machiny pirotechniczne. Atrakcje te przyciągały miejscowych opryszków, którzy – zaopatrzeni w kamienie – wdali się w bijatykę z Polakami, uzbrojonymi w szable i siekierki. Nie jest znana przyczyna konfliktu, ale zapewne głównym winowajcą był ów dostępny bez ograniczeń trunek.

Wyrafinowana gra polityczna, prowadzona w Rzymie przez różne zwalczające się frakcje, sprawiła, że z rozmaitych powodów Radziwiłł – jako postać kontrowersyjna – w kręgach rzymskiej arystokracji zyskał sławę atrakcji towarzyskiej. Giovanni Battista Rospigliosi zaprosił go jako honorowego gościa na posiedzenie Accademia degl’Infecondi, gdzie zaprezentowano utwory głoszące chwałę Rzeczypospolitej, jej władcy oraz samego posła. Wraz z orszakiem książę bawił także na wyrafinowanej imprezie, zorganizowanej przez Giovanniego Battistę Pamphilj w willi Bel Respiro. Przyjmowała go również Krystyna Szwedzka i zawsze służący mu pomocą kardynał protektor Rzeczypospolitej Pietro Vidoni. Przychylny Radziwiłłowi był ponadto kardynał sekretarz stanu Alderano Cybo, który jako pierwszy zaczął zwracać się do niego w „trzeciej osobie”. Za jego przykładem poszło kilku innych purpuratów i tylko im książę po obediencji złożył oficjalne wizyty, pomijając – wbrew poleceniu króla – innych członków Kolegium kardynalskiego. Podobnie postąpił na początku września, kiedy rozpoczął przygotowania do wyjazdu i odbywał pożegnalne odwiedziny u kardynałów. Na dworze papieskim zachowanie Radziwiłła uznano za naganne, a jeden z papieskich ceremoniarzy określił je wręcz jako skandaliczne.

Na ostatnią audiencję do Innocentego XI Radziwiłł wraz z licznym orszakiem udał się 10 września. Pięć dni później ponownie zadziwił rzymian, urządzając wbrew zwyczajom swój uroczysty „wyjazd” z miasta i odtąd przebywał nad Tybrem incognito. Pogarszający się stan zdrowia oraz kłopoty finansowe sprawiły, że – mimo sprzeciwu lekarzy – książę opuścił Rzym 2 listopada 1680 roku i zmarł w Bolonii dwanaście dni później.

Z politycznego punktu widzenia rezultaty misji Radziwiłła nie były dla Rzeczypospolitej satysfakcjonujące, choć król w korespondencji do szwagra wyrażał swoje „ukontentowanie”, a papież w liście do Sobieskiego uznał, że legat obowiązek swój „splendide ac magnifice implevit”. Zachowane źródła archiwalne przekonują jednak, że pobyt posła w Rzymie wzbudził powszechne zainteresowanie, które pośrednio rozszerzyło się na Polskę i jej władcę. Legacja księcia pochłonęła majątek rodu, jednak wszystkie poselstwa wydawały fortuny, prześcigając się w przepychu entrat i innych uroczystości, prowadząc zwykłą w tych czasach oraz przynoszącą oczekiwane efekty politykę medialną. Niewątpliwie więc misja Radziwiłła, ostatnie w historii polskie poselstwo obediencyjne, w wymiarze propagandowym zakończyła się znaczącym sukcesem.

Literatura:

G. Platania, Il viaggio politico. Il caso di Michele Casimiro Radziwill, principe polacco, a Vienna e Roma nella documentazione d’archivio, [w:] Il viaggio in testi inediti o rari, a cura di F. Rocetti, Rzym 1998, s. 69-139.

D. Walawender-Musz, Entrata księcia Radziwiłła do Rzymu, czyli triumf po polsku, Warszawa 2009.

D. Walawender-Musz, Rzecz o przesławnym wjeździe księcia Radziwiłła do Rzymu. W kręgu jednego obrazu, „Studia Wilanowskie”, XVII, 2010, s. 146-155.

H. Osiecka-Samsonowicz, Polskie uroczystości w barokowym Rzymie 1587-1696, Warszawa 2012, s. 100-123.