© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   11.10.2011

Relacja François de Callièresa o elekcji Jana III Sobieskiego w roku 1674

Ze swojej drugiej misji w Polsce w roku 1674 Callières sporządził krótką relację, rodzaj raportu, który, w przeciwieństwie do sławnego działa „De la manière de négocier avec les souverains”, pozostał rękopisem. Przechowywany on jest obecnie w Bibliotece Polskiej w Paryżu – skarbnicy wielu cennych pamiątek historycznych. Raport ten powstały prawdopodobnie pod koniec 1674 r. po powrocie Callièresa z Polski adresowany, mógł być adresowany do jego mocodawcy księcia Sabaudii i Piemontu Karola Emanuela II, jak i jego zwierzchników w sekretariacie stanu do spraw zagranicznych. Na rzecz tego pierwszego adresata przemawia uniżony ton, gdy Callières wspomina o Jego Królewskiej Wysokości, a także wazeliniarskie pochwały na temat uświetniania przez monarchę sabaudzkiego jego posiadłości i miast, przez które w drodze powrotnej przejeżdżał Callières. Autor naszego raportu nie pomija też żadnej okazji, aby przekazać konwencjonalne komplementy składane przez odwiedzane przez niego osobistości, a adresowane do Domu Sabaudzkiego.

Na wstępie swego raportu Callières opisuje podróż do Polski rozpoczętą w Paryżu 31 marca 1674 r. Dyplomata udał się stamtąd do Calais, gdzie zaokrętował się na jacht króla angielskiego, dostarczony na prośbę Ludwika XIV celem przewiezienia nie tylko Callièresa, ale przede wszystkim ambasadora francuskiego na polską elekcję biskupa Marsylii, Toussainta de Forbina-Jansona. Jacht skierował się do Hamburga, ale początkowo nie osiągnął tego portu odrzucony przez przeciwny wiatr aż do ujścia Tamizy w pobliżu Londynu. Znalazłszy się w końcu w Hamburgu, Callières pojazdem pocztowym przez Berlin dojechał do Gdańska, a stamtąd do Warszawy, gdzie stanął 5 maja. W polskiej stolicy trwał już wtedy sejm elekcyjny.

Po opisaniu podróży, a przed właściwym raportem ze swych poczynań w Warszawie, Callières skreślił zarys polskiego ustroju politycznego, aby, najwidoczniej, jego relacja była zrozumiała dla adresata niewprowadzonego w tajniki specyficznej republikańskiej formy rządu w Rzeczypospolitej. Dowiadujemy się tu skrótowo, ale kompetentnie, o charakterze i konsekwencjach unii polsko-litewskiej, przede wszystkim dla podwójnej hierarchii urzędów w obu krajach. Callières opisuje skład senatu, wylicza wraz z opisem zakres obowiązków urzędników centralnych i nadwornych. Celem wyjaśnienia specyficznych cech polskich instytucji nasz autor kilkakrotnie trafnie odwołuje się do analogii z rozwiązaniami francuskimi. Dotyczy to także opisu armii polskiego autoramentu, np. uzbrojenia kawalerii w lance, tak jak w dawnej jeździe francuskiej. Starostów grodowych kojarzy po części słusznie z seneszalami i bailifami we Francji średniowiecznej. Następnie przedstawia skład izby poselskiej sejmu, pochodzący z wyboru przez sejmiki ziemskie. W tym kontekście odwołuje się do podobieństw pomiędzy polskim senatem a Izbą Lordów oraz izbą poselską a Izbą Gmin w Anglii, zakładając, zapewne, znajomość ustroju angielskiego parlamentu u swego czytelnika. Callières podkreśla tu specyficzną cechę sejmów elekcyjnych, w których mógł brać udział każdy szlachcic bez konieczności wyboru, równy w tym uprawnieniu z największymi panami.

Z oczywistych powodów Callières zawarł w swym raporcie opis procedur bezkrólewia. Uwypuklił tu rolę prymasa interreksa i opisał szczególną sytuację, którą zastał w Warszawie. W trakcie sejmu zmarł bowiem arcybiskup gnieźnieński Florian Czartoryski i w roli interreksa zastąpił go według starszeństwa biskup krakowski Andrzej Trzebicki.

Kolejny podrozdział raportu Callièresa jest szczególnie interesujący, bo stanowi opis miejsca, gdzie dokonywał się wybór króla. Francuski dyplomata przedstawił tu słynne Koło sejmowe w podwarszawskiej Woli. Co ciekawe, nie ograniczył się do słownego opisu, ale dołączył do niego własnoręczny szkic. Jest to dość nieporadny, naiwny obrazek, przedstawiający Koło z lotu ptaka z zachwianą nieco perspektywą. Literami Callières oznaczył na szkicu miejsca zasiadania głównych aktorów widowiska wyborczego. Następnie przedstawił dość drobiazgowo procedurę oficjalnego przyjęcia w Kole obcego ambasadora, rekomendującego cudzoziemskiego kandydata do tronu. Czytamy tu, że po odbyciu audiencji ambasador wydawał wiele uczt dla senatorów i szlachty, obficie podlanych węgierskim winem. Wydatek na nie, komentował francuski dyplomata, był w tym kraju konieczny, by pozyskać przyjaciół.

Szkic ustroju Rzeczypospolitej kończy opis prerogatyw rozdawniczych królów Polski oraz ich dochodów i dalekie od wyczerpania tematu przedstawienie przywilejów szlachty. Wśród nich zaakcentowany jest wymóg osiągania jednomyślności na sejmach, nietykalność osoby i majątku szlachcica oraz nierówność kary za zabójstwo dokonane przez szlachcica w zależności od przynależności stanowej jego ofiary.

Trzeba przyznać, że nasz młody, bo 29-letni dyplomata, posiadał już solidną wiedzę o ustroju i kulturze politycznej sarmackiej Polski. W swym szkicu uniknął poważniejszych błędów. Istotniejsza nieścisłość dotyczy hierarchii urzędników ziemskich. Jej występowanie Callières przypisywał konieczności obsługi króla podczas jego podróży po kraju. Urzędnicy dworscy mieli wówczas rzekomo ustępować swoich obowiązków ziemskich. Callières nie kojarzył zatem genezy urzędów ziemskich z dziedzictwem po rozbiciu dzielnicowym Korony w wiekach średnich.

Po tych wstępnych rozważaniach Callières przechodzi do właściwego opisu swej misji w Polsce. Pierwsze swe kroki skierował do marszałka i hetmana wielkiego koronnego Jana Sobieskiego, do swego przyjaciela Morsztyna oraz do senatorów − przywódców zgrupowanego wokół zwycięzcy spod Chocimia stronnictwa. Wszystkim im wręczył pełen komplementów list swego mocodawcy – księcia Sabaudii i Piemontu. Już wtedy właśnie Callières nabrał uzasadnionych, jak się okazało, podejrzeń, co do szczerości poparcia Sobieskiego dla Kondeusza, w sytuacji gdy oficjalnym kandydatem Ludwika XIV był książę Neuburski. Do takich podejrzeń skłoniła go zwłaszcza postawa żony hetmana – Marysieńki, z którą odbył kilka spotkań, wyczuwając podczas nich jej wielką ambicję uczynienia swego męża królem. Widząc jednak chwilowe wahanie Sobieskiego, obawiającego się rozdwojonej elekcji, Callières tym gorliwiej podsuwał mu kandydaturę Ludwika Tomasza, hrabiego Soissons. Ten ostatni, żeniąc się z królową wdową Eleonorą, mógł pogodzić, jego zdaniem, zwaśnione stronnictwa. Callières oceniał, że jego kandydat znajdzie poparcie Paców, którzy sprzeciwiali się szczególnie Neuburgowi, widząc w nim kreaturę Francji. Obawiali się także jego rodzinnych powiązań z panującą w Szwecji gałęzią niemieckiego rodu Wittelsbachów. Ta ostatnia okoliczność dawałaby Francji możliwość realizacji snutych od dawna planów budowy tzw. bariery wschodniej, skierowanej przeciwko i zarazem rozdzielającej cesarstwo Habsburgów i państwo carów moskiewskich, składającej się ze Szwecji, Polski i Turcji. Sobieski zadeklarował na piśmie naszemu dyplomacie poparcie dla kandydatury sabaudzkiej, gdyby stronnictwo Paców na nią też przystało.

Następnie Callières skierował się do przywódców opozycyjnego stronnictwa, zaczynając od rozmowy z damą honorową królowej wdowy. Była nią żona kanclerza wielkiego litewskiego Krzysztofa Paca – Francuzka Klara Izabella de Mailly. Jej to pokazał Callières miniaturę wyobrażającą hrabiego Soissons. Bardzo jej się miała ona spodobać, podobnie jak królowej Eleonorze, do której trafiła za pośrednictwem owej damy. Nasz dyplomata rozmawiał także z jej mężem – Krzysztofem Pacem. Ten ostatni wysunął jednak wątpliwość, czy siedemnastoletni sabaudzki kandydat zdolny będzie ożenić się z wdową po Wiśniowieckim. A przede wszystkim, czy ze względu na młody wiek zdolny będzie dowodzić wojskiem i samodzielnie rządzić. Callières, zdając sobie sprawę z determinacji Paców dania za męża Eleonorze księcia Karola Lotaryńskiego, zadał Pacowi pytanie, czy w sytuacji sprzeciwu stronnictwa Sobieskiego da pierwszeństwo Sabaudczykowi nad młodym Neuburgiem. Na co usłyszał twierdzącą odpowiedź. W tej sytuacji Callières wręczył kanclerzowi, co było zwyczajową praktyką w dawnej Rzeczypospolitej, skrypt dłużny na „znaczną sumę”, płatny po pomyślnej dla Callièresa elekcji. Ten ostatni zjednał sobie, także zapewne pieniędzmi, kogoś zaufanego na dworze kanclerza, podobnie jak kogoś w obozie Sobieskiego, aby być dobrze poinformowanym, co knują zwaśnione stronnictwa.

Następnie Callières odbył oficjalną audiencję u interreksa i senatu Rzeczypospolitej na Zamku Warszawskim, prezentując z całym opisanym tu ceremoniałem swe listy uwierzytelniające. Odczytano też przy tej okazji pełnomocnictwa wydane dyplomacie przez księcia sabaudzkiego i jego kuzyna.

19 maja stronnictwo Sobieskiego wysłało do Eleonory i Krzysztofa Paca pięciu biskupów z zapytaniem, czy wyrzekną się popierania Karola Lotaryńskiego, a przystaną na ożenek królowej wdowy z księciem Neuburskim. Jak widzimy zatem, już w owej chwili zwolennicy Sobieskiego nie brali pod uwagę pupila Callièresa. Poselstwo to usłyszało odpowiedź wymijającą, że o wszystkim zadecydują nazajutrz wyborcy w Kole sejmowym. Upór Paców przy księciu lotaryńskim, zdaniem Callièresa, był na rękę Sobieskiemu, gdyż ukazywał wyborcom ich niezdolność do konstruktywnego kompromisu. Skłonić to miało ostatecznie wahającego się do ostatniej chwili hetmana do osobistego kandydowania.

Gdy wszyscy przybyli zbrojnie na pole elekcyjne, panowała obawa, że dojdzie do krwawej rozprawy. Kupcy warszawscy pozamykali swe kramy. Do tego jednak nie doszło. Obrady rozpoczęły się spokojnie w zgromadzeniach obejmujących szlachtę i senatorów poszczególnych województw. Przełomowe znaczenie miało wystąpienie wojewody ruskiego Stanisława Jabłonowskiego, który przekonał wyborców tego województwa do obioru ich krajana Sobieskiego. Dla mieszkańców tego kresowego województwa kluczowe były kompetencje wojskowego Sobieskiego, dające rękojmię bezpieczeństwa w razie spodziewanego najazdu tureckiego. Za przykładem wyborców ruskich poszła szlachta województw krakowskiego i poznańskiego, a wkrótce potem reszta województw Korony. Koło opuściło jednak 600-700 Litwinów, opowiadających się za Pacami. W tej sytuacji biskup krakowski, Andrzej Trzebicki, uchylił się od proklamowania Sobieskiego królem i odłożył rozstrzygnięcie do dnia następnego. 20 maja rano przeciwnicy Sobieskiego wysłać mieli ambasadorowi francuskiemu zapewnienie o wycofaniu poparcia dla księcia lotaryńskiego i udzieleniu go Ludwikowi Tomaszowi Sabaudzkiemu. Manewr ten na nic się jednak nie zdał. Determinacja zwolenników Sobieskiego była już zbyt wielka. Tego dnia trwały jeszcze negocjacje w sprawie nakłonienia Litwinów do przybycia do Koła, gdzie miała odbyć się proklamacja Sobieskiego jako króla. Celem osiągnięcia tego efektu obiecano 100 000 franków marszałkowi wielkiemu litewskiemu Aleksandrowi Pałubińskiemu. Jeszcze tego dnia biskup wileński Mikołaj Pac wystąpił z mową w Kole, nazywając po raz pierwszy Sobieskiego królem, co zapowiadało wycofanie się opozycji litewskiej. Jednocześnie jednak przekonał wyborców do odłożenia ostatecznej proklamacji na dzień następny. Już wieczorem 20 maja Sobieskiemu gratulowano wyboru w jego rezydencji w Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie. Wśród tych gratulacji największe znaczenie dla elekta miały te francuskiego ambasadora. Sobieski przyjął je ze łzami wzruszenia, wiedząc, zdaniem Callièresa, że pokonanie opozycji zawdzięcza jedynie protekcji Króla Słońce. 21 maja po południu biskup krakowski ogłosił w Kole obiór Jana III Sobieskiego na króla Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Sprzeciwił się temu tylko jeden poseł poznański, którego jednak tłum stronników hetmana zmusił do wycofania się z Koła. Z Woli elekt udał się w towarzystwie tłumów do kolegiaty Świętego Jana, gdzie na progu powitali go nuncjusz papieski i biskup Marsylii – ambasador Francji. Itonowano „Te Deum” i wznoszono okrzyki „Vivat Johannes Rex!”. Po tej ceremonii Jan Sobieski złożył krótką wizytę na Zamku królowej wdowie. Eleonora wkrótce potem przeniosła się do klasztoru kamedułów, by stamtąd wyjechać z Polski. Król elekt przyjmował gratulacje od szlachty i obcych posłów, wśród których zabrakło przedstawicieli dworów habsburskich – wiedeńskiego i madryckiego, protestujących w ten sposób wobec wyboru niemiłego im kandydata.

Wśród składających gratulacje ambasadorów nie zabrakło oczywiście Callièresa. Na komplementy naszego dyplomaty Sobieski odpowiedział uprzejmościami pod adresem jego mocodawcy i jego samego wyrażonymi po francusku. Podobno wizytę Callières złożył Marii Kazimierze, która przyjęła go zgodnie z ówczesnym obyczajem w sypialni Pałacu Kazimierzowskiego.

W dniu swego patrona świętego Jana Sobieski wydał wystawny bankiet dla ambasadorów i senatorów. Uczestniczył w nim autor naszej relacji. Król pił jego zdrowie, po czym przekazał mu własny kielich, aby francuski dyplomata także z niego się napił.

W tym miejscu Callières kończy zasadniczą część swojej relacji. W ostatnim zdaniu pisze, że skorzystał z dalszej części swego pobytu w Polsce, aby głosić chwałę Domu Sabaudzkiego, mając na uwadze przyszłe okoliczności, które mogą się ujawnić w królestwie elekcyjnym. Nie wykluczał zatem swego powrotu do Polski, co się sprawdziło w roku 1682, ale nie miało miejsca w związku z wolną elekcją.

W ostatnim podrozdziale swej relacji opisuje Callières drogę powrotną z Warszawy. Wyruszył w nią 2 października, kierując się na cesarski Śląsk. Stamtąd przez Drezno udał się do Lipska, gdzie saska para elektorska przebywała z okazji targów. Odwiedził także w Monachium elektora Bawarii i przez Tyrol znalazł się w Wenecji. Stamtąd po kilku dniach ruszył przez Mediolan, po czym dotarł do stolicy swego mocodawcy Karola Emanuela II − Turynu. Nie zastawszy go tam, skierował się do rezydencji księcia Sabaudii i Piemontu w Moncalieri. Tam, jak się domyślamy, zdał mu ustną relację ze swoich działań w Polsce. Rękopis Callièresa kończy się panegirykiem na cześć władcy, któremu oddał swe usługi oraz zamaszystym podpisem autora.