© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   13.12.2012

Stosunki polsko-tatarskie po bitwie pod Wiedniem

Od zaangażowania i roli Tatarów, na których barkach w tej wojnie spoczywało nie tylko zaopatrywanie kluczowego Kamieńca, ale i w ogóle podtrzymywanie oporu Imperium Osmańskiego nad Dniestrem, zależeć mógł bezpośrednio wynik wojny na jej polskim odcinku[1]. Bez nich Turcy nie byli w stanie działać w tym regionie efektywnie, przeciwko nim w ogóle. Stąd kluczowe ustępujące jedynie austriackiemu i powiązanemu z nim rosyjskiemu znaczenie tatarskiego kierunku polityki króla dla zmagań militarnych w okresie powiedeńskim. Przeciągniecie w tych latach Tatarów do obozu antytureckiego, już na poziomie dyplomatycznym zrujnowałoby próby Porty utrzymania pozycji w regionie, sama zaś neutralizacja Chanatu, bądź poważne zaburzenie zaangażowania w wojnę, przeważyłoby niechybnie szalę wojennych losów na polską stronę. Co w tym kierunku zrobiono?

Analizując powiedeńskie stosunki polsko-tatarskie, polscy historycy zwykle wychodzili od spostrzeżenia niechęci, z jaką Tatarzy pod wodzą Murad-Gireja walczyli przeciwko Polakom pod Wiedniem i powtórzenia się tej sytuacji pod Parkanami w zachowaniu kolejnego chana – Hadżi-Gireja[2]. Sobieski od razu zinterpretował te wydarzenia, jako nieomylny znak szansy dyplomatycznego rozstrzygnięcia kwestii tatarskiej zgodnie z własnymi życzeniami. W głowie polskiego króla pojawił się plan odciągnięcia Krymu od Porty. Projekt ten powracał w różnych wariantach i z różnym natężeniem przez cały okres wojny, ale kulminacja aktywności w tym zakresie przypadła na kluczowe, rozpięte pomiędzy wiktorią wiedeńską w 1683 r., a feralną dla króla wyprawą mołdawską w 1686 r., lata 1684-1685. Równolegle do politycznych rozmów w tym samym czasie ciągle trwały niejednokrotnie bardzo zaciekłe orężne zmagania z tatarszczyzną. Konkluzja tego faktu nie powinna jednak dyskwalifikować wysiłków dyplomatycznych na rzecz porozumienia z Krymem, jako bezcelowych. Swoisty dualizm charakteryzujący się z jednej strony prowadzeniem walk, z drugiej zaś często intensywnymi kontaktami dyplomatycznymi trudno uznać za coś szczególnego w tej części kontynentu. Władysław Konopczyński stwierdził nawet, iż taki stan stosunków – wojna bez zerwania relacji dyplomatycznych charakteryzował zmagania wschodnioeuropejskie[3]. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w latach 1683-1684, będących doskonałą ilustrac­ją równoczes­nego prowadzenia wojny i cichych układów.

[1] M. Wagner, W cieniu szukamy jasności chwały. Studia z dziejów panowania Jana III Sobieskiego (1684 – 1696), Siedlce 2002, s. 89 – 96.

[2] Cz. Chowaniec, Sobieski wobec Tatarszczyzny 1683 – 1685, KH, nr XLII, r. 1928, s. 54; W. Konopczyński, Polska a Turcja 1683 – 1792, Warszawa 1932, s. 15; Z. Wójcik, Jan Sobieski ..., s. 371.

[3] W. Konopczyński, Polska ..., s. 14.