© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   13.12.2012

Wołoska strategia Jana III Sobieskiego

Zrealizowanie przez Sobieskiego celu wołoskiego przyniosłoby siłą rzeczy realizację konstytucyjnego celu wojny postawionego przez Sejm, w którym król obok izby poselskiej i senatorskiej był jednym ze stanów rekuperacji utraconych ziem z kluczowym Kamieńcem Podolskim. Turcy nie mogliby się utrzymać w Kamieńcu w sytuacji utraty Mołdawii, czyli w strategicznym okrążeniu. Zaopatrzenie twierdzy przez Tatarów napotykało wielkie trudności w warunkach osaczenia jej od strony Podola i Ukrainy, z wrogiem triumfującym na południe od Dniestru, czyli za plecami, byłoby niepodobieństwem. Pogląd taki głosił król i był on uzasadniony. Plany wołoskie nie wykluczały realizacji celów rekuperacyjnych. Może jednak budzić nasze zdziwienie, jak budziło współczesnych, wskazana przez króla kolejność realizacji zadań: najpierw zadniestrzańska trudno dostępna wołoska strona, a potem bliski Kamieniec na rodzimym Podolu. Sama geografia zdaje się nakazywać odwrotną kolejność: prostsza droga wiodła do Mołdawii przez Kamieniec niż do Kamieńca przez Mołdawię.

Znaczenie Kamieńca jako kluczowego punktu obrony w obszarze nadniestrzańskim, a także twierdzy kontrolującej rejon z którego najefektywniej można poprowadzić atak na kraje wołoskie podnosił sam Sobieski w Rationes czemu woyska expedit stanąć pod Kamieńcem z 1671 r., gdy jako hetman szykował obronę przed tureckim najazdem[1]. Logiczną konsekwencją takiego sądu zastosowaną do sytuacji po Wiedniu było odzyskanie Kamieńca i dopiero następnie poprowadzenie z jego rejonu, jako najdogodniejszego do ataku, ofensywy na Mołdawię i dalej ku Budziakowi lub Multanom. Zalety strategii kamienieckiej były oczywiste, analiza uwarunkowań teatru wojny nie pozostawia tu wątpliwości[2]. Dość powiedzieć, że aby dotrzeć z armią, a potem dostarczyć jej zaopatrzenie, z Rusi Czerwonej przez Pokucie i Bukowinę, czyli w wariancie Sobieskiego, do Jass trzeba pokonać przeszło trzysta kilometrów, przekraczając nie tylko Dniestr, ale i zalesione góry; tymczasem Ruś Czerwona sąsiadowała z Podolem, a po zdobyciu Kamieńca Podolskiego, przy zachowaniu dogodnej przeprawy przez Dniestr, do Jass prowadziła dwukrotnie krótsza droga w łatwiejszym terenie.

Kamieniec nie był niezdobyty. Oparte o tureckie źródła badania Dariusza Kołodziejczyka wskazują, że zablokowanie twierdzy od wiosny do jesieni doprowadziłoby do jego upadku[3]. Nie traktując planów naddunajskich i czarnomorskich władcy jako bluffu, doprawdy trudno było brać poważnie jego zapewnienia, iż armia koronna nie jest wstanie zdobyć jednego zamku. Polacy w walkach pozycyjnych: budowaniu umocnień, zakładaniu min czy kierowaniu ogniem artylerii, których to umiejętności wymagało opanowanie Kamieńca, mieli duże doświadczenie. Udowodnili to również podczas wojny w ramach Ligi np. licznymi pracami fortyfikacyjnymi. Król jednak z maniakalnym wręcz uporem w kolejnych po Considerationes memoriałach, polemicznych tyleż wobec zagranicznych aliantów co w stosunku do opozycji na gruncie krajowym, bronił ryzykownej koncepcji ataku w głąb terytorium bez oczyszczenia zaplecza[4]. Czynił tak, gdy porzucił plany węgierskie i odstąpił od pomysłu łączenia armii koalicji pod wspólnym dowództwem na jednym obszarze operacyjnym. Dlaczego doświadczony wódz bronił tak zacięcie konceptu, który łamał nie tylko sztywne zasady zachodnioeuropejskiej sztuki wojennej, co można uznać za dowód nowatorstwa stosującego wschodnie zasady sztuki wojennej władcy, ale w tym wypadku i uniwersalny nakaz sztuki wojennej, mówiący by wybierać rozwiązania najprostsze, gdyż wojna sama dostarcza tylu niespodzianek i komplikacji, że dodatkowe prowokowanie ich zbyt skomplikowanymi planami prowadzi do klęski?

Od 1671 r. nie zmieniła się geografia, zdolności dowódczych królowi nie ubyło i nie zmienił on teoretycznych poglądów na sposoby prowadzenia wojny. Zmienił się jednak kontekst polityczny. Hetman Sobieski musiał koncentrować się na sposobach obrony, król Jan III mógł realizować ambitny polityczny zamysł przerysowania mapy politycznej pomiędzy Dniestrem a Dunajem, Karpatami i Morzem Czarnym. Cały czas może jednak dziwić, czemu nie obrał ku temu celowi pewniejszej i metodycznej drogi wiodącej przez Kamieniec. Wyjaśnienie jest następujące: Sobieski odrzucił drogę na wołoską stroną via Kamieniec z powodów politycznych i to tkwiących w stosunkach wewnątrzpaństwowych nie bezpodstawnie obawiał się, że po zdobyciu Kamieńca, a więc realizacji oficjalnego, a z punktu widzenia rzesz szlacheckich i ogółu elit magnackich także faktycznego celu wojny, Sejm (w którym szlachtę reprezentowała Izba poselska a magnaterię senatorska) nie zechce sfinansować dalszych działań.

Według ustroju Rzeczypospolitej, Sejm nie mógł zakończyć wojny wbrew monarsze, ale mógł go skutecznie pozbawić narzędzia jej prowadzenia, zmniejszając budżet wojenny, czyli redukując komput armii. Król nie miałby nawet argumentów by przeciw temu protestować: czyż bowiem realizacja konstytucyjnego celu wojny nie byłaby racjonalnym powodem do jej zakończenia bez wchodzenia w zaborcze awantury? Dla króla właśnie wojenne zabory były równoznaczne z wielkimi planami mającymi przynieść jemu i pacyfistycznej Rzeczypospolitej korzyści. Wiedząc, że nie wszyscy podzielają ten punkt widzenia i nie chcąc ryzykować utraty historycznej szansy zachował się zgodnie ze swoją naturą polityka odważny i skłonny do wielkiego ryzyka, podejmując się realizacji śmiałego i bardzo ryzykownego projektu strategicznego: postanowił pomimo wszelkich trudności zrealizować przynajmniej część wielkich planów przed zdobyciem Kamieńca. Szachował przeciwników wysiłku wojennego, którzy blokując środki na wojnę blokowali by tym samym odzyskanie Podola. Dlatego król postanowił atakować najpierw Mołdawię, a potem zdobyć wpadający w jego ręce jak dojrzały owoc Kamieniec. Ujawniała się tu hierarchia celów: wielkie plany stały przed rekuperacyjnymi. Szeroko zakrojone ekspansywne zamiary króla wobec ziem rumuńskich, motywowane ambitnymi planami i mająca stanowić środek do ich realizacji wołoska opcja strategiczna stanowiły powód, dla którego armia polska wielokrotnie podczas wojny przeprawiała się na wołoską stronę Dniestru oraz forsowała lasy i wąwozy Bukowiny.

Sobieski sformułował strategię, która z punktu wojskowego była trudna do wykonania, ale gwarantowała w razie sukcesu wypełnienie najambitniejszych nawet celów. W kolejnych powiedeńskich latach bronił jej nie tylko w memoriałach i bezpośrednich sporach z oponentami, ale przede wszystkim konsekwentnie wcielał w życie, narzucając działanie wedle swojej wizji hetmanom, armii i całemu państwu.

Strategia wołoska zderzyła się z opcją strategiczną uznającą zdobycie Kamieńca za priorytet polityczny i wojskowy działań, a mająca za sobą wolę Sejmu oraz silne argumenty natury czysto wojskowej. Opozycja wobec strategii Sobieskiego i stojącej za nią hierarchii celów ujawniła się już w czasie pierwszej próby realizacji królewskich planów w 1684 r.

[1] Rationes czemu woyska expedit stanąć pod Kamieńcem, 13 V 1671 [w:] Pisma do wieku i spraw Jana III Sobieskiego, t. I, cz. I, Kraków 1880, wyd. F. Kluczycki, s. 651 –653.

[2] W. Wasilewski, op. cit., s. 94 – 100.

[3] D. Kołodziejczyk, Ejalet kamieniecki, Warszawa 1994, s. 109 – 127.

[4] Memoriały Jana III Sobieskiego z sierpnia i września 1685 r. [w:] Cz. Chowaniec, Wyprawa ..., s. 123 – 127.