© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   30.01.2015

Z niewielkim splendorem – pogrzeb Jana III Sobieskiego w Warszawie w 1697 roku

17 czerwca 1696 roku w swojej ukochanej rezydencji w Wilanowie zmarł król Jan III Sobieski. Wiadomości o śmierci monarchów i ich pogrzebach – ze względu na strategiczny dla sytuacji politycznej charakter tych wydarzeń – były jednymi z tych, które docierały na dwory europejskie najszybciej. Jednakże na relację z pochówku Jana III Sobieskiego europejska społeczność dworska musiała zaczekać nieco dłużej. Dopiero ponad rok po śmierci władcy jego ciało złożono w kościele Kapucynów w Warszawie, a w roku 1734 – na Wawelu.

Johann Christian Lünig w niemieckojęzycznym dziele „Theatrum ceremoniale” dokładnie opisuje przebieg uroczystości pogrzebowych, które odbyły się w Warszawie w 1697 roku: „W poniedziałek 23 grudnia z niewielkim splendorem złożono ciało ostatnio w Warszawie zmarłego króla w kościele Kapucynów ufundowanym przez Jego Królewską Mość”.

Każdy widz tego barokowego spektaklu mógł bez trudu zorientować się, kto stanowił centrum uroczystości. Monarcha polski bowiem zachowywał swój status społeczny aż do momentu złożenia ciała w grobie, złamania pieczęci czy lasek marszałkowskich. Dlatego też pogrzeb odbywał się z zachowaniem zasad ceremonialnych przysługujących królom za życia. Do wyznaczników pozycji zmarłego władcy należały między innymi ośmiokonny zaprzęg czy uprzywilejowane miejsce w kondukcie żałobnym.

Pogrzeb Jana III nie był jednak tak wspaniały jak pompa funebris królów polskich odprawiana zwyczajowo na Wawelu w przeddzień koronacji nowego monarchy. Świadczy o tym procesja do miejsca spoczynku zmarłego władcy. Kondukt żałobny rozpoczynali reprezentanci cechów, bracia zakonni i magistrat Warszawy. Za nimi podążali Franciszek Grzybowski (ok. 1640–1713), kasztelan inowrocławski, Stanisław Morsztyn (ok. 1623–1725), kasztelan czerski, i Stanisław Antoni Szczuka (1654–1710), referendarz wielki koronny. Poprzedzali oni ciało zmarłego. Marszałek nadworny koronny Hieronim Augustyn Lubomirski (1647–1706) i marszałek nadworny litewski Aleksander Paweł Sapieha (1672–1734) kroczyli za trumną, a za nimi książęta Konstanty i Aleksander, kilku obecnych magnatów, podskarbi wielki litewski Benedykt Paweł Sapieha (1655–1707) oraz damy dworu królowej.

Opis ten wypada bardzo skromnie w porównaniu z uroczystością pogrzebową Jana Kazimierza i Michała Wiśniowieckiego, mającą miejsce w Krakowie w 1676 roku, podczas której Jan III Sobieski w stroju żałobnym dumnie podążał za trumnami swoich poprzedników. Sobieski nie był tak jak oni żegnany w Warszawie przez ponad 370 duchownych i wielu biskupów, ale przez zaledwie 40 braci zakonnych niosących świece po bokach trumny. Reprezentanci świata nauki również nie oddali monarsze ostatniego hołdu. Johann Christian Lünig w swojej relacji nie wspomina o obecności nuncjusza papieskiego czy zagranicznych ambasadorów. Zabrakło też najstarszego syna Sobieskiego Jakuba oraz królowej, która – jak podaje Lünig – nie wzięła udziału w uroczystości z powodu złego samopoczucia.

Uczestnicy procesji byli odpowiednio uszeregowani. Na przedzie konduktu szli ci, którzy w hierarchii społecznej znajdowali się niżej, natomiast szlachta i magnaci zamykali orszak pogrzebowy. Trumna królewska zajmowała uprzywilejowane miejsce, przy czym nie tylko liczba koni w zaprzęgu, ale również insygnia królewskie niesione przed zmarłym wskazywały na jego najwyższą pozycję społeczną.

W wystroju nie zabrakło purpury i szlachetnych tkanin. Kareta wioząca zmarłego króla obita była aksamitem. Trumnę ozdobiono złotą draperią i postawiono na długiej aksamitnej narzucie połączonej z bogato złoconym materiałem w kształcie krzyża. W narożnikach widniały herby Korony i Litwy oraz herb królewski Janina namalowany czarnym kolorem na białej tafcie. Poduszki, na których leżały insygnia władzy królewskiej, uszyte były z tego samego złotego materiału, którym przykryto trumnę. W kościele przygotowano katafalk wysoki na trzy schody, obity czerwonym aksamitem ze złotymi obszyciami.

Mszę żałobną odprawił biskup płocki Andrzej Chryzostom Załuski (1650–1711). Kazanie zaś wygłosił jezuita Rynkiewicz, ponieważ kaznodzieja królewski, biskup inflancki Maciej Popławski (1636–1711), oddał honor zmarłemu władcy przed wyruszeniem konduktu w komnatach Zamku Królewskiego.

Następnego dnia po uroczystościach żałobnych w kościele Kapucynów królowa Maria Kazimiera kazała się zanieść do klasztoru Karmelitanek Bosych, do dawnego pałacu Kazanowskich, gdzie w pokornym oddaniu się dewocji spędziła trzy dni. 27 grudnia królowa powróciła – jak pisze autor niemieckojęzycznej relacji – do Marieville, czyli Wilanowa, i tam oczekiwała przybycia nowego króla Augusta II.