© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   27.05.2015

Żydowskie tokaje

Wino związane jest z Narodem Wybranym od zarania jego dziejów. Najlepszym dowodem Biblia, z racji mnogości umieszczonych tam wzmianek o szlachetnym trunku. Przywiązanie do wina Żydzi utrzymali także jako diaspora. Kidusz, modlitwa na rozpoczęcie szabatu, odmawiana nad kielichem wina, jest tego najlepszym dowodem. Według przepisów halachy wino powinno być koszerne, słodkie i czerwone. W dawnej Rzeczypospolitej trzymano się dwóch pierwszych zasad, nad czerwone przedkładając złote wina regionu tokajskiego. Polscy Żydzi zetknęli się z nim w Krakowie, miastach Podkarpacia, a przede wszystkim we Lwowie. Tam, miejskimi ustawami odepchnięci od handlu grecką małmazją, skupili swą uwagę na winach węgierskich. Jako ludzie przywykli do walki o swoje pozornie odpuścili spory z lwowskim patrycjatem i radą. Część z nich przeniosła się wprost… na Węgry.

Żydzi z Małopolski i Rusi Czerwonej przybywali do Zemplinu i Szarisza często. Dopiero w połowie XVII w. pojawili się Żydzi z Podola, którym udało się umknąć spod kozackiej szabli. Osiedlali się głównie w Tokaju, skupiając na eksporcie do Polski koszernych tokajów. Kontynuowali XVI-wieczną tradycję, bo w aktach zawartej w 1581 ugody miasta Lwowa z tamtejszą gminą żydowską czytamy o zgodzie na coroczny przywóz 30 beczek wina węgierskiego, „żydowskiej roboty”, za opłatą półtora złotego od każdego półkufka.

Wino sprowadzali także Żydzi krakowscy. Nie zużywano go zbyt wiele: na kidusz, nieco więcej na święto Paschy, ale społeczność była na tyle liczna, że nawet niewielkie ilości spożywanego (na głowę) tokaja pomnożone przez liczbę chętnych dawały duże zyski. Stąd statut krakowski z 1595 zabraniał wywożenia koszernego wina z Małopolski, by nie brakło go dla potrzebujących mieszkańców. Określanie zasad koszerności ustalił rabin Joel Sirkes, a nad czystością czuwano, by po pierwsze nie grzeszyć, po drugie nie popsuć sobie opinii na specyficznym rynku. Aby tokajom zapewnić wymaganą „czystość”, stosowano się do kilku prostych reguł: krzewy, z których zbiera się grona, muszą mieć więcej niż cztery lata, nie wolno między nimi umieszczać innych upraw, a część wina (zwyczajowo ok. 1%) trzeba wylać na pamiątkę ofiary oddawanej przez żydów do świątyni Salomona. Koszerne muszą być także wszystkie dodatki, np. służące klarowaniu płynu. Całość prac w winnicy musieli wykonywać religijni żydzi, a kobietom wstęp był surowo wzbroniony. Jednym z głównych XVIII-wiecznych sprzedawców koszernego (ale i niekoszernego) tokaja do Rzeczypospolitej był rabbe Dow Ber Bolechow (1723–1805), z Bolechowa w ziemi lwowskiej.

Od lat siedemdziesiątych XVII w. zamysł żydowskiego osadnictwa na wschodnich Węgrzech popierał cesarz Leopold. Ale na dobre starozakonni zaczęli osiedlać się w Hegyalja dopiero w XVIII w., kiedy Józef I rozpoczął kolejną fazę osadnictwa. Przybywali głównie z Moraw i Czech, w późniejszym okresie z przeludnionej Galicji; ich celem były głównie Abaújszántó, Tokaj i Sátoraljaújhely. Wędrówka na wschód została w części wymuszona brutalnym prawodawstwem antyżydowskim wprowadzonym na terenie cesarstwa w 1726. Nie była to wielka fala (ok. 2500 rodzin), ponieważ kolejne edykty z lat 1735–1738 ograniczyły migrację. Niektórzy przejęli winnice z rąk Greków wracających w tym czasie do Macedonii. Eksport tradycyjnie szedł do ludnych gmin żydowskich Rzeczypospolitej. Co ciekawe, klientami byli również ortodoksi prawosławni, widzący w czystości żydowskiego tokaju znak dbałości o należyte sprawowanie liturgii.

Prowadzenie winnic było możliwe dzięki Józefowi II, który w 1780 przystał na dopuszczenie Żydów do handlu winem i posiadania winnic. Wcześniej obowiązywało rozporządzenie z 1740 zabraniające kupowania winnic Grekom, Żydom i Ormianom. Nie przestrzegano go zbyt skrupulatnie, ale istniało. Po śmierci Józefa II znów dokręcono etniczną śrubę, luzując ją tylko od czasu do czasu. Ale kilka dużych żydowskich firm zdołało się w branży zakorzenić. W Abaújszántó, od 1783 (od wydania tzw. edyktu tolerancyjnego), działała spółka Abraham Teitelbaum i M. Beiler, dzierżawiąca dawne piwnice Rakoczych. Ich dumę stanowiły wina muzealne z najlepszych roczników, pieczołowicie gromadzone przez piwnicznych. W latach 1839–1940 Żydzi znów zyskali możliwość kupowania winnic, ale pełną równość dała im dopiero konstytucja z 21 XII 1867, przekształcająca Austrię w dualistyczną monarchię austro-węgierską. Po budowie linii kolejowych firma zarządzana przez Salomona Teitelbauma stała się jedną z najważniejszych w regionie. W Krakowie działał Wydział Targowy i Czystości, którego jednym z zadań było nadzorowanie koszerności wina. W dawnej Polsce czuwali nad tym memuni, których wspomina np. przywołany wyżej statut z 1595. Co innego wino sprzedawane gojom. Tu firmy żydowskie (rzecz jasna nie tylko one) stosowały najrozmaitsze „sztuczki” wpędzające konsumentów w smakowe i umysłowe rozchwiania. Nic dziwnego, że potem w pamiętnikach znajdujemy zabawne oskarżenia: „Umieją i oni nie tylko poprawiać cienkie wino, ale robią także z wody węgierskie wina, które wysyłają po niskich cenach do Galicji”. Cuda, prawdziwa Kana Galilejska.

Żydzi uczestniczyli w handlu węgrzynem do II wojny światowej, kontynuując własną i regionalną tradycję. Największe dochody dawał oczywiście koszerny i niekoszerny aszú, zawsze znajdujący chętnych nabywców. Firmy Zimmermann–Lipot czy Salomon Flegman miały własne składy w Krakowie, który obok Budapesztu i Nowego Jorku był najbardziej szanowanym ośrodkiem dystrybucji.